8 sierpnia 2012, Czerwone Wierchy

Tak więc znalazłam trochę czasu na ogarnięcie notki o Czerwonych Wierchach. Jak obiecałam dzisiaj coś wstawię. Dzień zaczęliśmy baaardzo wcześnie bo już bodajże od 6 nie spaliśmy. Mama poszła na poranne zakupki, żeby mieć coś w góry :) My w tym czasie szybko próbowaliśmy się ogarnąć i zacząć szykować nasze plecaki na wędrówkę. Zjedliśmy śniadanie i około 8.10 byliśmy już przy budce z biletami do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Tym razem (tu Was zaskoczę) nie szliśmy na Przysłop Miętusi. Szliśmy w drugą stronę. Udaliśmy się na Dolinę Małej Łąki :) Naszym pierwszym celem była przełęcz pod Kopą Kondracką, to tam krzyżowały się szlaki od schroniska i od tej Polany :) Przyznam, że dość trudne i męczące było podejście na Kopę.

Widok na naszą drogę - Dolina Małej Łąki
 Z niej można było wybrać dwie, bądź trzy drogi, którymi byśmy zmierzali. Pierwsza droga prowadziła na Giewont, gdzie było już dużo turystów. Druga prowadziła do Schroniska na hali Kondratowej. I trzecia droga, dla nas cel. Czerwone Wierchy.

Mały Giewont

Droga do Schroniska na Hali Kondratowej
Ogólnie wszystkie podejścia były bardzo męczące, ale daliśmy radę. Następnym celem z Kopy Kondrackiej był Małołączniak (2096 m). Ze szczytu podziwialiśmy Krywań w chmurach, a po stronie polskiej - naszą dróżkę. W oddali można było zauważyć takie szczyty jak Świnica, Kasprowy Wierch czy Rysy.

Widok na kolejkę na Kasprowy Wierch
 Z Małołączniaka kierowaliśmy się na najwyższy szczyt Czerwonych Wierchów - Krzesanicę (2122m). Tam także było trudne podejście, ale widoki były przecudne.

Krzesanica - 2122 m n.p.m.

Widok na słowackie szczyty

Kozica na szlaku Czerwonych Wierchów
Temu zwierzaczkowi musiałam szybko zrobić zdjęcie, bo zaraz uciekł. Spotkaliśmy go po drodze na ostatnią górę w naszych planach tego dnia czyli na Ciemniak (2096m). Na Ciemniak było ostatnie, dość męczące podejście. Ale satysfakcja ze zdobycia dwutysięczniaków była ogromna.

Widok na Babią Górę
Formy zrobione z kamieni
Z Ciemniaka powędrowaliśmy na Tomanową Dolinę, gdzie podziwiać mogliśmy kwiat pod ochroną “Dziewięćsił bezłodygowy”. Tu już spacerkiem powędrowaliśmy do schroniska Ornak. Odpoczęliśmy i ruszyliśmy w stronę “wejścia” do Doliny Kościeliska. Tam wsiedliśmy do busa i podjechaliśmy kawałek do Małej Łąki. W takiej knajpce o nazwie “U Lusi” zjedliśmy obiad i wróciliśmy do ośrodka by nabrać sił na następny dzień.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz