(Nie)groźna Świnica

To był nasz ostatni dzień w Zakopanem, kto by mógł przypuścić, że zwykła dziewczyna z nizin wejdzie na taki szczyt. Sama do ostatniej chwili nie byłam przekonana czy to dobry pomysł, w głowie miałam same negatywne myśli dotyczące mojej wyprawy. W skrócie mówiąc, nie pomagałam sobie psychicznie, ale fizycznie walczyłam dzielnie. Stopy poobklejane plastrami, zabandażowane kolano, niby nic, a może zniechęcić niejednego turystę. Godzina 10! O tej porze zadecydowaliśmy o wejściu na dwutysięcznik. Szybka wyprawka z prowiantem, zapakowanie najpotrzebniejszych rzeczy i mamy zielone światło na podbijanie gór. Jesteśmy już blisko kolejki do kas biletowych, tak..tak.. chcieliśmy iść na łatwiznę i wjechać koleją górską na Kasprowy Wierch. Na szczęście i nieszczęście okazało się, że biletów już nie ma. Nastąpił kryzys psychiczny, trzeba było zacząć wycieczkę od podstaw. Szlakiem niebieskim przez Boczań, Skupniów Upłaz i Przełęcz między Kopami. Zajęło nam to niespełna dwie godziny. Dłuższy odpoczynek gdzieś na polance i widok na rozciągające się groźne szczyty Kościelca, Świnicy i Orlej Perci. Idziemy drogą do rozwidlenia szlaków, wybieramy ten bardziej łagodny i pniemy się ku niebu. Czy ja wiem czy taki łagodny. (…) Jesteśmy na Przełęczy Liliowe, czyli około 1952m n.p.m. skąd dalej mam wybór wejścia na Świnicę, dogłębnej decyzji czy tego chcę czy nie. Adrenalina skoczyła mocno w górę, co zaowocowało zgodą na dalszą wyprawę. Mijamy Świnicką Przełęcz i zaczynamy katorgę na szczyt.

Pierwsze kroki na Świnicy



 Początki niby łatwe, ale jak to się mówi “Cicha woda brzegi rwie”. Któż by pomyślał, droga prawie jak z Kondratowej Hali na Giewont. Pierwsze trzy łańcuchy, banał. “Nie rozumiem kto twierdzi, że tu jest ciężkie podejście…” Może wypadałoby nie lekceważyć i wspinać się z chłodną głową, bo wiem jak później kończą osoby z takim podejściem. Zaczynamy zwiększać liczbę łańcuchów, płaskie skały, zakręt, szczelina i… przepaść. To wszystko, co mogłam zobaczyć na tym szlaku.

Pierwsze umocnienia
 Nie, nie jestem wcale odważną osobą. Przez całą drogę na Świnicę zastanawiałam się, jak to jest możliwe, że ja właśnie tam wchodzę. Bałam się ogromnie, nie samej Świnicy lecz faktu, że jestem gorsza w schodzeniu i jeden błąd stawienia stopy, a wszystko może runąć.


Wspaniałe widoki ze szczytu Świnicy
 Cały strach towarzyszący mi na sam szczyt zrekompensowały widoki, których teraz bardzo mi brakuje. W końcu “W górach jest wszystko co kocham”. Siedziałam skulona trzymając się skał. Teraz obeszła mnie panika, strach i bezradność. Ale cóż, trzeba wziąć się w garść i ruszyć tym razem w dół. Dokładnie przemyślany każdy krok był w tym momencie bardzo ważny. Kiedy minęłam najgorsze łańcuchy, a przepaść zamieniła się w ogromne skały czułam ulgę. Jeszcze kilkadziesiąt kamieni i będę mogła cieszyć się z tak ogromnego sukcesu.

Ciężkie przejście między skałami
 Zeszłam cała i zdrowa, z oczami pełnymi łez szczęścia i strachu przytuliłam się do czekającej na mnie mamy. Tak więc żegnamy Świnicę, Świnicką Przełęcz i te piękne widoki i wracamy na swoje. Urozmaiciliśmy sobie drogę idąc przez Beskid i przed Kasprowym Wierchem skręcając do Murowańca. To była nasza ostatnia zakopiańsko-tatrzańsko-wakacyjna wyprawa w góry. Cele zostały osiągnięte, szczyty zdobyte, pieczątki do zeszytu powbijane, pocztówki wysłane. Koniec wakacji wiąże się z końcem częstszych wypraw w góry i rzadkością postów na tym blogu. Dziękuję za te piękne chwile w Zakopanem.

W tle Świnicka Przełęcz

2 komentarze:

  1. Świnica to bardzo majestatyczna góra, króluje nad innymi górami, piękna i niebezpieczna.

    OdpowiedzUsuń