Sprzęty i sprzęciki

Post nie jest stworzony do celów marketingowych, promowania sklepu. Jest wyłącznie przedstawieniem moich bardziej lub mniej przydatnych rzeczy podczas wędrówek górskich. Żeby to napisać namówiła mnie moja mama, w końcu chciałam kiedyś zacząć bardziej profesjonalniej podchodzić do pisania bloga, niż tylko takie wypocinki z wypraw. Postaram się bardziej zaangażować i lepiej kreować te moje "wypowiedzi".

Korzystając w miarę z przyzwoitej pogody postanowiłam zrobić sesję na dworze, w takim naturalnym środowisku i mam nadzieję, że zdjęcia oddadzą swoje prawdziwe oblicze, a nie zdeformują się przez mój już ledwo zipiący aparat.

Zacznijmy może od podstawowej rzeczy (nie chodzi tu jeszcze o obuwie, ale nie martwcie się, nie będą to klapeczki). Plecak firmy Campus Enzo 35 CRS o pojemności bodajże 33 litrów. Jak sam model wskazuje, posiada system nośny CRS czyli takie poduszki, które umożliwiają cyrkulację powietrza i chłodzenie pleców. Znajduje się on w tylnej części plecaka i obejmuje część pleców, często jego zadaniem jest pochłanianie wilgoci. Dodatkowo szelki, te poduszeczki i pas biodrowy zapewniają równomierne rozłożenie ciężaru oraz zabezpieczają kręgosłup i szyję przed jakimkolwiek uciskiem.



Posiada system H2O czyli możemy podłączyć tak zwanego wielbłąda (KLIK) i rurką odprowadzającą spożywać płyn bez sięgania po niego za każdym razem. Ja camelbak'a nie posiadam, ale może w przyszłości się na to skuszę. Trzeba liczyć się z tym, że zabiera trochę miejsca w plecaku, ale może zastąpić te niepraktyczne butelki plastikowe.

Najważniejszym elementem wyposażenia jest pokrowiec przeciwdeszczowy, który po założeniu chroni od zalania, przemoczenia naszych rzeczy zalegających w środku.



W kieszeni tak zwanym kominie trzymam potrzebne rzeczy typu telefon, apteczka, czy jakieś słodkie rzeczy by dały mi kopa energii. A sięgając głębiej do komory głównej znajdziemy tam dwie pary skarpetek (gdyby pogoda się załamała i woda jakimś dziwnym trafem zalała mi buty dodam, że takie skarpetki upolowałam w Lidlu, który czasami oferuje dobre sprzęty turystyczne) oczywiście specjalnie wyprofilowane i chusty ochronne na głowę, które można zakładać jak się chce. Ewentualnie przy zakupie jest taka tekturka, na której rozpisane są propozycje noszenia.


Bardzo ważnym elementem jest apteczka. Minimum takiej apteczki powinien zabierać plastry, bandaż i jakieś tabletki i takie właśnie posiadam. Próbowałam skompletować najważniejsze rzeczy, które zawsze przydawały mi się podczas zeszłorocznych wędrówek. Plastry (uniwersalne i już uformowane), bandaże czy opaski elastyczne, tabletki (najlepiej brać takie, które na sto procent Wam pomagają, w moim przypadku IBUPROM), maseczka do sztucznego oddychania (w razie gdyby...), żel Altacet (bardzo pomaga podczas jakiejś lekkiej kontuzji a TUTAJ odsyłam Was po większą dawkę informacji), oraz woda utleniona, by móc przemyć niewielką ranę.


Dobrą i przydatną rzeczą może okazać się termos, ja akurat mam z firmy McKinley model Mercury 149633, który jak na razie na każdej wyprawie się sprawdził i mogę go polecić. Trzyma ciepło przez 8 godzin, a zimno przez 24 godziny. Zrobiony jest ze stali nierdzewnej i posiada automatyczne, higieniczne zamknięcie.

Dodatkowo zamiast ciepłej herbatki w termosie, w plecaku noszę zwykłą mineralkę, którą potrzebuję w czymś wypić. Ewentualnie z gwinta, ale jak posiadam taki sprzęt to można zachować się jak dama. :) Mowa o "grzmiącym kubku" czyli kubku turystycznym.


Posiadam dwie kurtki przeciwdeszczowe i na zmianę z mamą je nosimy, gdyż zielona lepiej na mnie pasuje niż moja czarna (nie wiem czy zrozumieliście). Do sedna. Kurtka, która była ze mną od początku chodzenia po Tatrach to Lorin Campus. Ma dodatkowe zamki, by móc przyczepić do niej polar i jest wodoodporna. Jest z serii 3w1 czyli sprawdza się w każdych warunkach pogodowych i można używać ją spokojnie przez cały rok. Obita jest tkaniną membranową, która chroni przed wychłodzeniem, przemoczeniem, a wewnętrzna jej warstwa zbudowana jest z szybkoschnącego materiału polarowego. Kurtka ma strukturę VAPORTEX czyli posiada materiał o wysokich parametrach odporności.


Jeśli jesteśmy już przy ubiorze to prezentuję mniej więcej moją górską "modę". Koszula w kratę, kupiona w normalnych sieciówkach, żadna specjalność, ale tak jakoś pasuje wyglądem do chodzenia po górach i jest wygodna. Do tego top na ramiączkach i sportowy biustonosz do wygody. Ewentualnie koszulka termoaktywna, ta akurat z Nike, ale założę się, że wszystkie firmy robią dobrą odzież. Dodatkowo bluza upolowana w Lidlu (bardzo polecam śledzenie reklam, bo można znaleźć dobre rzeczy)

A teraz najważniejsza rzecz czyli obuwie. Preferuję wysokie buty, gdyż stabilizują mi kostkę na nierównościach. Dodatkowo nie wlewa mi się woda z jakiejś kałuży czy nie zbierają mi się w nich ściółka leśna czy te różne igiełki. Buty z serii McKinley'a a model to Diamond AQX Mid. Posiadają membranę AQUAMAXelite czyli są wodoodporne, oddychające i transportują nadmiar wilgoci na zewnątrz. Oczywiście jak każde buty powinna być odpowiednia impregnacja obuwia, by mogły spełniać swoje zadanie w stu procentach. Standardowo w tych butach jest podeszwa Vibram (dość popularna), która zapewnia stabilność stopy na śliskich powierzchniach i ma dobrą przyczepność. I wkładka OrthoLite, która ma właściwości antybakteryjne, a także eliminuje przykry zapach, co w butach górskich jest normą. :)

I na koniec jakieś mapy, przewodniki by nie zgubić się na szlaku. A dodatkowo w kwaterze prywatnej szkicujemy trasy na następne dni. Z map polecam laminowane, ponieważ spokojnie można je używać na deszczu, czego nie można powiedzieć o tych zwykłych papierowych. Ja akurat pokażę przewodnik i mapę Bieszczadów, gdyż to jest nasz wakacyjny cel.

W plecaku na wszelki wypadek znajduje się jeszcze latarka czołowa, gdybyśmy nie zeszli na czas. W telefonie mam wpisane numery GOPR. No i oczywiście chłodna głowa to podstawa!
~Trzymajcie się ciepło.

2 komentarze:

  1. Fajny wpis i przydatny (ja swoją przygodę z górami dopiero zaczynam, ale ambicje mam na tym polu duże.. eh, oby nie za duże).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy kiedyś zaczynał :) Życzę udanych wędrówek :)

      Usuń