Mont Blanc rozdaje karty, dyktuje warunki - wywiad z Arturem "Grzmiącym Kubkiem" :)

Artura mogliście poznać z postów o tematyce górskiej, zobaczyć jego posturę na zdjęciach. Ale jeśli ktoś jest tu nowy to chętnie przypomnę tą osobę. Artur o pseudonimie (nadanym przeze mnie) "Grzmiącym Kubku" zamieszkuje region Górnego Śląska i jest wytrwałym, dzielnym górnikiem. Może ciałkiem nie jest duży, ale serducho ma wielkie. Dzięki jego asekuracji udało mi się złamać strach i wejść na (nie)groźną Świnicę. Ostatnio postanowił spróbować swoich sił i wdrapać się na dach starej Europy - Mont Blanc. Po powrocie przeprowadziłam z nim mały wywiad, obejrzałam niesamowite zdjęcia i z zapartym tchem oglądałam wszystkie filmiki. Zapraszam!

Grzmiący Kubek :)



Nie będziemy przedłużać żadnymi wstępami i przejdziemy od razu do pytań. Skąd pomysł na Mont Blanc?

Pomysł padł od kolegi, który zainspirował się tym, że kilka lat wcześniej wspomniałem o Kilimandżaro. Jednak jeśli chodzi o nasz budżet przeznaczony na wyjazd, Kilimandżaro nie wchodziło w grę. Wybór padł na najwyższy szczyt Europy - Mont Blanc.


Miałeś jakieś obawy przed tą wyprawą?

To zrozumiałe. Moje doświadczenie z wysokimi górami w głównej mierze oparte było na naszych rodzimych Tatrach. W tak wysokich górach jak Alpy to jednak za mało. Chodź jak się okazało Tatry zimą, zwłaszcza te wysokie, są podobne do masywu Mont Blanc.


Który fragment Waszej wędrówki był najtrudniejszy?

Najbardziej dał nam w kość odcinek ze stacji Nid d'Aigle na wysokości 2372 m n.p.m. do schroniska Tete Rousse (niecałe 3200 m n.p.m.). I nie dlatego, że podejście było wyjątkowo strome, tylko dał nam się we znaki ekwipunek jak i choroba wysokościowa. Jeśli o chorobie wysokościowej mowa to bardzo rzadko występuje ona już na takiej wysokości. Myślę, że nasz problem wynikał z tego, że jesteśmy górnikami. Nasza praca odbywa się ok. 1000 metrów pod ziemią, wysokie ciśnienie jest dla naszych organizmów czymś normalnym, tutaj było jednak odwrotnie, ale daliśmy radę. :) Gdy dotarliśmy do Tete Rousse to zaczął padać śnieg. Rozłożenie namiotu było kwestią paru chwil, szybka kolacja i do ciepłego śpiwora. :)


Powiedziałeś, że mieliście problemy z aklimatyzacją. Jak sobie z nią poradziliście?

Zasada jest prosta, trzeba dać sobie odpowiednią ilość czasu. Warto podejść troszkę w górę na kilka godzin, a później zejść nieco niżej. Zrobiliśmy tak dopiero w drugim dniu naszego pobytu. Około godziny jedenastej wyszliśmy do wyżej położonego schroniska Gouter. Przyznam, że podejście wcale nie należało do lekkich. Poprzedniej nocy spadło dużo śniegu, bez raków byłoby ciężko. W drodze powrotnej byliśmy mile zaskoczeni, ponieważ nasze organizmy sprawiły niespodziankę. Po zadyszce ani śladu.


Co mógłbyś powiedzieć o słynnym miejscu na szlaku, które jest dość niebezpieczne, gdyż dużej wielkości kamienie spadają tam dość szybko? (Mowa oczywiście o kuluarze)

To przejście znajduje się pomiędzy dwoma schroniskami (Tete Rousse i Gouter) i wiedzie odsłoniętym fragmentem, po którym z góry toczą się z dużą prędkością odmarzające od skał kamienie. Obowiązkowy w tym miejscu jest kask na głowie. W dalszej części szlaku warto mieć go nadal założonego, gdyż wystarczy chwila nieuwagi i niechcący strącony kamień może wyrządzić krzywdę osobom idącym poniżej. Z kuluaru przy pięknej pogodzie mamy wspaniały widok. Dla osób, które nie czują się zbyt pewnie w takiej ekspozycji, przygotowane są stalowe liny.


Co robiliście podczas swojego pobytu w górach?

W dzień dużo chodziliśmy. Wieczorem standardowo kolacja, rozmowy i do śpiwora. Niedzielę przeznaczyliśmy na odpoczynek, opalaliśmy się w pięknym alpejskim pejzażu, mając pod nogami skłębione chmury.


Czy udało Wam się wejść na szczyt?

Hmm.. Niestety nie. W niedzielę popołudniu nadeszło załamanie pogody, wprawdzie niebo było nadal bezchmurne, lecz zaczął coraz mocniej wiać wiatr. Mimo to zgodnie z planem wstaliśmy o drugiej w nocy i z zapiętymi latarkami czołowymi podeszliśmy do Goutera. Tym razem podejście było bajecznie proste, a to dzięki dobrej aklimatyzacji. Po wejściu na grań marzenia o Mont Blanc odfrunęły w porywach wiejącego wiatru. Bezlitosna aura nie zostawiła nam najmniejszych złudzeń. Mont Blanc nie pozwolił w tym dniu na podziwianie widoków ze swego wierzchołka. Kilku śmiałków, doświadczonych alpinistów wraz z przewodnikiem nie posłuchało ostrzeżeń natury i zginęli na szlaku. Myśl, że być może rozmawiałem z nimi wcześniej towarzyszy mi do teraz.


Planujesz powrót?

Oczywiście!! Góry są jak magnes - przyciągają. Najchętniej zrobiłbym to już teraz :) Niestety w Alpy wyruszymy najwcześniej w przyszłym roku  i mam nadzieję, że Mont Blanc będzie dla nas mniej surowy. Te skromne doświadczenie jakie teraz zdobyłem na pewno mi pomoże.


Jaki sprzęt jest potrzebny, by wejść na Mont Blanc? Pomijając oczywiście ubiór.

Można pomyśleć, że wejście na Mont Blanc latem przy pięknej, bezchmurnej i bezwietrznej aurze nie wymaga specjalistycznego sprzętu, ale to tylko mylne złudzenie. Należy pamiętać, że wysokość, na której będziemy się znajdować jak i marszruta po lodowcu zmusza nas do zabezpieczenia się na wypadek przykrych niespodzianek. Minimum wyposażenia to: raki, czekan, kask, uprząż, lina, oczywiście nie można zapomnieć o okularach przeciwsłonecznych i mocnego filtra ochronnego (powyżej 30). Warto wykupić ubezpieczenie, ponieważ w górach jak to w górach łatwo o wypadek. W Alpach akcje ratunkowe przeprowadzane są za pomocą śmigłowca. Rachunek za pomoc to niezła sumka.


Powiedz, gdzie można nabyć odpowiedni ekwipunek na taką wyprawę?

Jeśli chodzi o odzież, to w zasadzie nie ma z tym problemu. Dobrej jakości polary, kurtki (z Gore-Tex'em), buty zimowe - typowo górskie, bielizna termoaktywna. Wszystko to możemy znaleźć w sklepach typu Decathlon, Intersport, Campus itp. Natomiast raki, czekan, kask, liny, uprząż kupiliśmy w sklepie internetowym Skalnik (KLIK). Mogę gorąco polecić ten sklep, bo mają świetne promocje. Kupując dużo rzeczy możemy liczyć na duży upust cenowy. A i ważna uwaga! Decydując się na nocleg w namiocie warto zaopatrzyć się w dobry śpiwór. Na wysokościach rzędu 3000 m n.p.m. noce są naprawdę zimne. Ja akurat posiadałem śpiwór do -27 stopni. W nocy było mi w nim ciepło, czego nie mógł powiedzieć mój kolega. Spał w jednej bieliźnie i dwóch polarach. Wędrówki po takiej nocy były dla niego bardzo męczące.


A co mógłbyś powiedzieć o jedzeniu na takich wysokościach? Czym zapełniałeś brzuch? :)

Z pełną premedytacją polecam żywność liofilizowaną, czyli w pełni wysuszony posiłek zalewany wrzątkiem. Zajmuje niewiele miejsca, a co najważniejsze jest wysokokaloryczny, co jest ważnym aspektem przy takich wędrówkach. Poza nim podczas wędrówek towarzyszyła mi czekolada, batony - ale to standard. Nie martwmy się nadwagą, zapewniam, że przy takim wysiłku szybko się to spala.


Ile środków pieniężnych trzeba przeznaczyć na ten wyjazd?

W zależności od rodzaju noclegu mamy do wyboru dwa warianty. Wariant droższy, czyli noclegi w schronisku. Jeśli decydujemy się nocować w Tete Rousse to koszt zaczyna się od ok. 45 Euro za dobę. Natomiast w schronisku Gouter zapłacimy do 70-90 Euro. Do tego dochodzi jeszcze przejazd kolejką i tramwajem górskim do poziomu 2350 m n.p.m. Wyniesie nas to około 40 Euro (łącznie). Wariant tańszy to wejście pieszo do bazy na 3200 m n.p.m. i noclegi w namiocie. Należy go wybierać tylko wtedy, gdy sprzęt będzie służył nam bardzo długo. Zakup na jeden wyjazd się po prostu nie opłaca. Poza tym trzeba jeszcze wliczyć koszt dojazdu ok. 1400 km w jedną stronę. A co do wyżywienia to można zaoszczędzić na wodzie, gdyż u góry znajduje się małe źródełko, skąd czerpaliśmy wodę, którą po przegotowaniu wykorzystywaliśmy bez obaw, jedzenie liofilizowane (ok. 20-30 zł za porcję), standardowo słodycze, w zależności kto w jakich gustuje.


Czy spotkałeś na szlaku Polaków? Jakiej narodowości turystów było najwięcej?

Tak, na szlaku spotkaliśmy wiele grup z Polski. Tradycyjne pozdrowienie na szlaku typu "Dzień dobry" używane także po angielsku i francusku, chwila jakiegoś dialogu angielskiego i wtrącenie słówek polskich. Wszyscy jakoś się dogadaliśmy. Natomiast wyróżnienie największej nacji było trudne, gdyż każdy porozumiewał się po angielsku. Myślę, że wynikało to z tego, że przewodnicy przystosowani są do oprowadzania w tym języku. Na pewno byli tam Rosjanie, Włosi, Izraelczycy, Anglicy, Niemcy, Słowacy i było bardzo dużo Polaków. Mont Blanc to dach Europy i wszyscy jesteśmy pod jego okapem i fajne jest to, że na górze nie ma podziałów, nie ma uprzedzeń. Wszystkich łączy miłość do górskich szlaków.

Czy odprawiałeś jakiś rytuał przed wejściem na szlak? A może masz jakieś szczęśliwe rzeczy?

Haha. Nie, nie odprawiałem rytuałów. Ale zawsze mam przy sobie, chyba jak każdy łazik, taki mały amulet przynoszący szczęście. Wprawdzie nie pomógł on w dojściu na szczyt, ale cieszę się, że cały i zdrowy wróciłem do domu. :)

Jak wygląda droga z Polski do Chamonix - miejsca, skąd zaczynałeś przygodę?

Jak już we wstępie wspomniałaś mieszkam na Górnym Śląsku i tam zaczynała się nasza trasa. Autostradą do Niemiec, z Niemiec do Szwajcarii. O ile droga w Niemczech była monotonna, to przejazd przez krainę Helwetów urozmaicony był długimi tunelami, no i oczywiście pomału odkrywającymi swe wdzięki Alpami. Nie byłbym pasjonatem górskich pejzaży, gdybym zapomniał o przepięknym Jeziorze Genewskim. No przy nim warto zrobić sobie postój i spojrzeć w jego olbrzymią taflę odbijającą wzniosłe masywy górskie. Z tego miejsca mieliśmy już niedaleko do przełęczy odgradzającej Szwajcarię od Francji. Chamonix czeka na nas zaraz za nią. 


Czy poza Mont Blanc myślisz jeszcze o jakiejś górze poza granicami ojczyzny?

W moich marzeniach pierwsze miejsce zajmuje Kilimandżaro, ciekaw jestem też norweskich fiordów, lubię Tatry Słowackie, jest jeszcze wiele innych gór, które chciałbym zobaczyć.


Jakie masywy górskie można było ujrzeć ze szlaku na Mont Blanc?

Wchodząc do schroniska pod Aiguille du Gouter można podziwiać przepiękne pasma górskie znajdujące się za Chamonix jak i ostro wyróżniający się przepiękny szczyt Aiguille du Midi. Widoki, zwłaszcza o zachodzie słońca, na zawsze zostają w pamięci.


Podziwiam za wytrwałość, odwagę i pokorę wobec siebie. I życzę, by następne wyprawy były w stu procentach udane. :) Trzymaj się Grzmiący Kubku i do zobaczenia na kolejnych szlakach!

5 komentarzy:

  1. Wspaniały wywiad, brawo dla blogerki i "Grzmiącego Kubka".

    OdpowiedzUsuń
  2. REWELACJA!!!!!!!.....to jedyne słowo, jakie tutaj pasuje :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wywiad, daje do myślenia!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super wywiad, wspaniałą opowieść w nim usłyszeliśmy! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny wywiad:) Kierowniku wyprawy chyba pomyliłeś góry z górnictwem!!!:) KOL.

    OdpowiedzUsuń