Postawić stopę w trzech państwach naraz

Na wstępie może podziękuję za komentarze pod ostatnim postem. Jest to dla mnie motywujące, każdy Wasz wpis, a także czuję docenienie mojej jeszcze amatorskiej pracy blogerki :)

To tytułem wstępu, a teraz zapraszam Was dalej w bieszczadzkie progi. Po zdobyciu Tarnicy czas teraz na coś łagodniejszego (tak mówiono) i dłuższego. Trasa wiodła od Wielkiej Rawki po Połoninę Caryńską, ale jakimi szlakami? Niżej będzie pełniejszy opis.



Jak co roku mam to szczęście w nieszczęściu, że na moich górskich wyprawach temperatura swobodnie przekracza trzy dyszki, a słońce niemiłosiernie wypala ze mnie całą energię. Mimo to maszerujemy z moją ekipką dzielnie i wytrwale zdobywając kolejno przepiękne szczyty.

Mogłabym zacząć tym samym zdaniem, że znowu zaczęliśmy z Ustrzyk G. ale minęło by się to z prawdą, gdyż budka do PN znajdowała się jakieś 30 minut drogą asfaltową od kwaterki. Pierwsze wejście od razu w przyjemny las, a szlak momentami prowadził przez drewniane kładki. W ostatniej fazie lesistego terenu było ciężkie podejście w górę, które szło w parze z  duchotą. Wyszliśmy na niewielką polanę (otoczoną standardowo malinami i jagodami), z której mogliśmy ujrzeć nasz pierwszy cel - Wielką Rawkę (1304m n.p.m.)

Na Wielkiej Rawce kilkuminutowy postój, bo siły same się nie zregenerują :) Przed przyjazdem w Bieszczady miałam kilka szczytów, które chciałam zobaczyć, na których chciałam postawić nogę i jednym z nich był Krzemieniec, na którego musieliśmy się trochę cofnąć.

Przy szlaku towarzyszyły nam słupki graniczne Polski i Ukrainy, a w lesie stały tabliczki ze znakiem niedźwiedzia, co oznaczało, że w tym miejscu jest duża szansa na spotkanie popularnego miśka. Po dotarciu na niewielką polanę, na której stał "trójstyk" (miejsce, w którym łączą się granice trzech państw - Polski, Ukrainy, Słowacji) zrobiliśmy sobie standardowo sesję z każdej strony szczytu. Z Krzemieńca prowadziły szlaki na Słowację i na Polskę, natomiast na Ukrainę nie da się dojść tak łatwo.

Czas wrócić tą samą drogą na Wielką Rawkę i zacząć nasz cel tego dnia. Z Wielkiej Rawki przeszliśmy granią na jej młodszą siostrę - Małą Rawkę. Zapomniałam dodać jakimi szlakami się poruszamy. Szlak Wielka Rawka -> Krzemieniec (niebieski); Wielka Rawka - Mała Rawka (żółty). Mieliśmy tylko jedno schronisko po drodze, ale jakże przepiękne. Środek aż prosił się o dłuższy pobyt. W tak klimatycznym miejscu zjedliśmy przepyszny żurek, który postawił nas na nogi w tym upale i poszliśmy (z wielkim grymasem na twarzy) na Połoninę Caryńską. Pomiędzy Małą Rawką a wejściem na szlak Połoniny Caryńskiej znajduje się Przełęcz Wyżniańska, z której można już zakończyć trasę i wrócić busem do Ustrzyk G. albo iść (tak jak my) jeszcze na Połoninę.

Połonina Caryńska posiada aż 4 wierzchołki (chodź znalazłam informacje, że 5) i jest najmniejsza z połonin w bieszczadzkich górach. Będąc na niej mogłam zaobserwować zbliżającą się burzę w kierunku Soliny jak i wierzchołka Tarnicy. Zejście (tak jak poranne wejście) oczywiście lasem, źle działające na nasze kolana. 45 minut w dół i znajdujemy się w Ustrzykach G.

Teraz wybór jednej z trzech knajpek i zasilenie się przepysznym obiadkiem. ; )

Pobieranie energii z otoczenia :)


Szczyt Wielkiej Rawki
Druga strona drogowskazu Wielkiej Rawki
Z Wielkiej Rawki na Krzemieniec
Słupki graniczne
Trójstyk na Krzemieńcu
W stronę Małej Rawki
Mała Rawka (1267 m n.p.m.)
Tablica wisząca przy schronisku

Wgramoliliśmy się. (Tu jeszcze pod Połoniną Caryńską)
Grań Połoniny Caryńskiej
Ostatni odcinek (przez las) do Ustrzyk Górnych

4 komentarze:

  1. Szkoda, że z tego Krzemieńca nie ma widoków. Bardzo miło wspominam bacówkę pod Małą Rawką. Chętnie bym wróciła w Bieszczady, ale one są tak daleko...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę przejścia Caryńskiej (mnie niestety pogoda nie pozwoliła) choć jak ja to mówię jest pretekst by jeszcze ruszyć w Biesy. Bardzo fajna relacja i zdjęcia oczywiście również (zazdroszczę trójstyku z Krzemieńca). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm....grymas na twarzy towarzyszył tylko młodszej części ekipy :) choć przyznaję, momentami było ciężkawo-ale to jest solą wszystkich wypraw-bez soli byłoby bez smaczku :).Art.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że te góry, które wymagały od nas większego wysiłku, potu, góry, na których wejście wydawało się "nie do wejścia" bo siły opadały w jednej chwili - to góry, które wspomina się latami. Zaraz na drugi dzień znika zmęczenie, zapomina się o trudnościach na szlaku i z nową siłą i werwą wchodzi się na szczyt. Życzę Ci, abyś w 2015 miała możliwość poznać te jeszcze nieznane i napajać się widokami z ich szczytu, bo każda góra jest inna i każda jest piękna. Agata

    OdpowiedzUsuń