Wrocław

Post trochę będzie różnić się od jego poprzedników, a jego główną różnicą jest wysokość. Z Tatr Wysokich i przepięknych Połonin przeniosłam się na obszar lekko nizinny. Uwielbiam zagłębiać się w świat turystyki, poznawać nowe miejsca lub zaglądać do tych już bardzo wyeksplorowanych w poszukiwaniu czegoś przykuwającego moje oko. Tym razem padło na oddalony o godzinę jazdy pociągiem przesympatyczny Wrocław. Zapraszam!




Na wrocławskim Dworcu Głównym byłam już w godzinach porannych, czyli takie czczenie zasady górskiej. "Lepiej wyjść w porannych godzinach na szlak, niż włóczyć się w upale, czy burzy w godzinach popołudniowych". Trochę kontrowersji może wprowadzić napis na zdjęciu, a raczej napis na budynku na zdjęciu. Myślę, że przyszykowany jest do wieczornych przyjazdów w to niesamowite miejsce.

Kierowałam się, według zrobionej po amatorsku mapy, kolejno do obiektów zaznaczonych na własnej liście. Oczywiście do tego wyjazdu przygotowałam trochę własnej wiedzy, żebym nie traciła niezbędnych minut na błądzeniu i nietrafianiu do celu. Co przykuwało moją uwagę? Wszystko z jakąś historią, co prezentowało się nienagannie i było moim malutkim marzeniem.


Może co nieco o wrocławskim Dworcu Głównym. Powstał on w latach dość odległych od teraźniejszości, czyli 1855-1857. Wzniesiono go w stylu angielskiego gotyku Tudorów. Ma na swoim koncie kilka przymiotników z przedrostkiem naj-, czyli jest najstarszy, największy, najpiękniejszy. Został wyremontowany z powodów zbliżających się Mistrzostw w piłce nożnej, czyli popularnym Euro 2012. Posiada 6 peronów, oraz 11 torów, z których odjeżdżają pociągi pasażerskie.


To tak wstępnie, planowałam całą wycieczkę podzielić na kilka części, żeby nie robić jakiś długich, nudnych opisów w towarzystwie moich autorskich zdjęć. W następnej części postaram się nawiązać do Rynku Wrocławskiego. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz