Refleksje o mediach, wypadkach i ludziach

Nie wiem czy ten post zaciekawi wszystkich czy znajdzie się jakaś grupa negująca takie tematy. Mamy dość odmienne społeczeństwo i to łatwo zauważyć także w sprawach górskich, o których postaram się tutaj pomówić. Myślę, że najlepsze przemyślenia są wtedy, kiedy racjonalnie na pewne sprawy spojrzymy. Zapraszam tych zainteresowanych do czytania :)



W ciągu ostatnich kilku tygodni potrafiłam przeczytać dużo artykułów odnoszących się do jednego tematu. Temat ostatnimi czasy dość nośny, bo media przecież żyją tanią sensacją. Chodzi o wypromowane już akcje ratowników w rejonie Babiej Góry. I co?

I to właśnie, że część z nas pewnie siedzi sparaliżowana i rozmyśla jakie tam śnieżyce panują, ekstremalne warunki jak chociażby na K2. A część - w tym ja - ze zdrowym rozsądkiem podchodzi do nich, czyta ale się nimi po prostu nie przejmuje. Fakt faktem przed moją noworoczną wyprawą sprawdzałam pogodę i możliwości występowania mgły, opadów, żeby przypadkiem mnie nic nie zaskoczyło. Wolę być przygotowana!

Czy wyobrażacie sobie artykuły w internecie o wejściu jakiejś osoby zimą na - załóżmy - Świnicę? Nie chodzi mi tu oczywiście o blogi, na których znajdziemy wiele relacji, ale o zwykłą internetową prasę. Nie? Wytłumaczę Wam dlaczego. Otóż temat nie jest nośny, nie budzi sensacji, nie leje się krew, nikt nie ginie. Nie będzie zainteresowania wśród społeczeństwa. Dość płytkie, ale prawdziwe.

O takich sprawach nie tylko ja się wypowiadam ale i środowisko alpinistów, himalaistów. Zauważcie jak bardzo wypromowana została tragedia na Broad Peak, a o wejściu Kingi Baranowskiej na Kanczendzongę - górę, która nie lubi kobiet - nie napisano nic. Nie napisano nic, bo wejście Kingi poszło sprawnie i gładko. A temat tragedii ciągnie się po dziś dzień.


Kolejne ogniwo, które napędza tę machinę. Wypadki. I powróćmy w rejon Diablaka. Niedawno tam byłam, wiem jakie panują tam warunki, więc mogę się wypowiedzieć. Czasami wydaje mi się, że ludzie idą z klapkami na oczach. Nieważne czy śnieg czy wichura czy oblodzona droga, przyjechałam w góry to i na szczyt muszę wejść. Nie bójmy się zrezygnować nawet kilkanaście metrów przed szczytem, a będzie to nam wynagrodzone. We wcześniejszym poście napisałam "Góry były, są i będą" i zawsze tym zdaniem się kieruję.

Uwierzcie mi, że sukcesem nie zawsze musi być zdobycie szczytu, a pokora. Nie czujcie się przegranymi, gdy zrezygnujecie ze szczytowania. Takich ludzi darzę ogromnym szacunkiem za pielęgnowanie wartości jaką jest nasze życie. Więc nie warto odbierać go sobie tak szybko.

Dlaczego ludzie nie potrafią wyciągnąć wniosków z komunikatów ratowników? Często ignorujemy informacje o stopniu zagrożenia lawinowego, bo myślimy, że jesteśmy nieśmiertelni i nic nam się nie stanie. Z naturą człowiek nigdy nie wygrał, to jest jak pchanie się z motyką na słońce. I tutaj nie wiem ile ktoś by się trudził i tak znajdą się tacy, co przecież lepiej znają zasady.


Wiecie dlaczego "uwielbiam" takie artykuły? Kiedy zjedziecie niżej, to możecie poczytać tak "mądre" komentarze ludzi, którzy nigdzie nie byli, nic nie zwiedzili a są istnymi Omnibusami. Przecież oni ze swojego fotela potrafią zmieszać z błotem osobę, która spełnia marzenia i której przez przypadek podwinie się noga. Bo nie oszukujmy się, wypadki chodzą po ludziach i nie ważne czy jesteśmy niedzielnymi turystami czy wykwalifikowanymi taternikami.

Tylko w takich sytuacjach akurat liczy się doświadczenie. Uwierzcie mi, że zdania typu "O, on ma te specjalistyczne buty, na pewno przeszedł Orlą Perć" są najgorszymi stereotypami ludzi pasjonujących się w wyprawach górskich. Ja też kiedyś zaczynałam od tenisówek, ponieważ człowiek musi najpierw nabyć doświadczenia, żeby się w czymś wyspecjalizować.

To, że ubierzesz się jak prawdziwy Góromaniak nie czyni z Ciebie takiej osoby. Po co ci czekan i raki zimą, skoro nie umiesz się nimi posługiwać. Po co idziesz od razu na Rysy czy Orlą Perć, skoro nie sprawdziłeś swojej psychiki w eksponowanym terenie czy trasie udekorowanej łańcuchami. Nie pchajmy się na głęboką wodę, a docenimy piękno, które nas otacza! Taki mój dzisiejszy, wieczorny wywód poprzedzony dużą ilością informacji o wypadkach na Babiej. Bądźcie bezpieczni i pokorni!



7 komentarzy:

  1. Wiesz, że dziś również zwróciłam uwagę na rozpoczynający się sezon na pokazywanie wypadków i akcji ratowniczych w telewizji? Nie wiem czy pamiętasz, ale w okresie wakacyjnym średnio raz w tygodniu słyszało się o akcjach w Tatrach. Oczywiście wolałabym, aby w ogóle nie musiały być przeprowadzane, ale jeśli już są- czy musimy to tak nagłaśniać? Rozumiem, ma to zwiększyć świadomość ludzi chodzących po górach, a nie zawsze mających o tym jakiekolwiek pojęcie, ale wydaje mi się, że często całe środowisko jest przez to postrzegane jako grono wariatów narażających swoje życie w górach. Bo przecież zimą w ogóle nie powinniśmy wynurzać głów z domów. Zimą też da się chodzić bezpiecznie! Wystarczy odrobina rozsądku i tak, jak piszesz- doświadczenia. Tyle ode mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Tatrach czytałam, słyszałam i widziałam wiele razy. To już jest chore. Napędzanie machiny ofiar, wrzucanie ich do jednego worka i naśmiewanie się z nich. Każdy popełnia wiele błędów, ale najważniejsze to wyciągnąć wnioski i iść do przodu :)

      Usuń
  2. Karola, jednym tchem "pochłonęłam" Twoje refleksje o mediach, górach i wypadkach jakie tam się zdarzają. Ten tekst jest bardzo dojrzały, daje wewnętrzne przemyślenia i sprawia, że w życiu czasami musimy się zatrzymać i przemyśleć nasze zachowania. Góry są piękne, wędrówka po ich połoninach sprawia dużo radości, a widoki rekompensują nam zmęczenie. Ale góry to też ryzyko i niebezpieczeństwo. Miałaś przykład naszej noworocznej wędrówki na Babią Górę, początkowa trasa była przyjemnością, dookoła śnieg, dobra widoczność, minimalny wiaterek. Ale na samym szczycie pogoda diametralnie się zmieniła, silny wiatr, mżawka i mgła nie pozwalały go osiągnąć. Mogliśmy się uprzeć i iść dalej, ale wiązało się to ze zgubieniem szlaku i przemrożeniami. Już dochodząc do eksponowanego miejsca byliśmy jednym soplem lodu. Podjęliśmy mądrą i dojrzałą decyzję o powrocie i myślę, że dzięki niej szczyt Babiej Góry został osiągnięty, ponieważ cali i zdrowi zeszliśmy na dół. Babia będzie tam dalej stała więc mam nadzieję, że kiedyś odwdzięczy się nam pięknymi widokami na nasze Taterki. Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Góry to żywioł, natura, a jak już wspomniałam człowiek z naturą nigdy nie wygra. Dziękuję :)

      Usuń
  3. Świetny artykuł. Tak to już jest niestety w naszym kraju, że media szukają tylko sensacji. Tak jak piszesz o sukcesach rzadko możemy przeczytać czy usłyszeć w mediach, ale jak dzieje się coś złego to od razu media wyłapują sensację. Tak było z tematem Broad Peaku czy ostatnio z Babią Górą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wypadki na Babiej były mocno nakręcone, to aż sama miałam lekki strach przed wyprawą. Ale szczęśliwie się udało :)

      Usuń