Wypoczynek nad Jeziorem Solińskim

Za bardzo dużą wagę przywiązałam do opisania górskich wycieczek w odległych Bieszczadach. Czas na odświeżenie klimatu i mam nadzieję, że nie będzie on ogromnym kontrastem dla artykułu o mroźnej Babiej Górze. Przenieśmy się na chwilę nad rozległy zbiornik wodny, nad którym górują zalesione szczyty. Zapraszam na słów kilka o moim słodkim, ciepłym lenistwie :)



Jezioro solińskie przez większość turystów nazywane jest "bieszczadzkim morzem" czego chyba raczej nie muszę tłumaczyć. Mimo, że jest licznie odwiedzane, bez problemu znajdziemy miejsca, w których w spokoju będziemy mogli kontemplować okalającą nas przyrodę. A jest co podziwiać! Ogromny zbiornik wodny, dookoła niewielkie, zalesione wzgórza, wielka zapora i deptak, który chwilami przypomina zakopiańskie Krupówki. Tak można w skrócie scharakteryzować to miejsce.

Jeśli część z Was, która jeszcze nie słyszała albo nie widziała jeziora, pomyślała sobie w tym momencie, że w te wakacje będziecie tam śmigać na nartach wodnych czy motorówkach to od razu Was uczulam. Na tym zbiorniku obowiązuje strefa ciszy. Jedyne czym możecie się zadowolić to śmiesznymi, kolorowymi wodnymi garbuskami, które stanowią chyba jakąś atrakcję.


Na górskich szlakach cenne dla mnie jest wyciszenie, odizolowanie od wielkiej cywilizacji. Ale mam takie momenty w życiu, że jednak muszę dołączyć do owczego stada i z tłumem śmigać po popularnych uliczkach. Skoro w Solinie zrobiliśmy sobie jednodniowy wypoczynek, postanowiłam wcielić się w wielką panią z miasta i zatracić się w pamiątkowych budkach.

Standardowo okupowaliśmy wszystkie stoiska z lodami, sorbetami, goframi. Nawet udało mi się skusić na kubek z bieszczadzkim niedźwiedziem, z którego do teraz jestem dumna. Warto się czasem zatracić. Do mojej domowej biblioteczki dołączyła jeszcze książka wydana na jubileusz bieszczadzkiej grupy GOPR, która czeka na swoją kolej do czytania.

Nie pochwalę się żadnymi ciekawymi obiektami, które zwiedziłam, bo takowych na mojej drodze nie było. Chyba, że zaliczymy do tego grona ogromną zaporę na jeziorze solińskim. Spacerując po jej włościach momentami czułam się jak na sopockim molo, ale widoki z tego miejsca są jednak piękniejsze. Jest takie jedno miejsce, przy końcówce zapory blisko góry o nazwie Płasza (495 m n.p.m.) gdzie możemy zaobserwować faunę zamieszkującą te wody. Ogromne ryby koloru pomarańczowego i szarego momentami wypływały do góry w celu zjedzenia rzucanego chleba przez turystów.


Opalać nijak się nie dało i chyba możemy to zaliczyć do szczęścia w nieszczęściu. Tłumacząc, na szlakach gdzie dzień w dzień zdzieraliśmy nogi niemiłosiernie świeciło słońce, a gdy znaleźliśmy czas na odpoczynek, ono zniknęło za chmurami. I mimo tego upału w górach, powinniśmy się cieszyć z tak owocnych wycieczek. Koniec narzekania! ;)

Przejdźmy teraz do tematu, który u mnie jest poruszany prawie non stop. Jak zasilić sobie brzuszki w tym miejscu? Trochę czasu minęło od wakacji, więc nie podam nazwy budki, w której kosztowaliśmy smaczny obiad. Chętnie bym ją poleciła, bo za małe pieniądze dało się zjeść do syta. Chociaż udało mi się odnaleźć ją na street view i nazywa się "Gyros Bar Sewer". Płacicie 15 złoty i na stół wjeżdża Wam porcja zupy dnia wraz z drugim daniem. Ja standardowo wybieram pomidorówkę i schaboszczaka. No bo kto nie lubi polskich, smacznych schabowych. W dodatku z widokiem na góry :)

Ogólnie post o Solinie miałam sobie odpuścić, bo uważałam, że nie będzie jakiś ciekawy, będzie wiać nudą. I pewnie część sobie teraz tak pomyślała, ale chciałam też niektórym pokazać miejsca, które warto zobaczyć w tym odległym rejonie. Bo nie oszukujmy się, w Bieszczady jeździ mniej osób niż w Tatry czy Karkonosze, więc warto czasem je wypromować.

Grzmiący Kubek i Polskim Szlakiem :)




3 komentarze:

  1. Miałam okazję być raz nad Jeziorem Solińskim, właśnie podczas wizyty w Bieszczadach. Ciekawe miejsce, ale na tamie baaardzo dużo ludzi - jak na Krupówkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dużo ludzi okupuje uliczne budki z pamiątkami i plażę, na tamie jakoś (przy moim wypoczynku) ruch się rozproszył, więc nie czułam jakiegoś tłumu. Ale fakt faktem czułam się jak na Krupówkach :)

      Usuń
  2. Nigdy tam nie byłam, a jeziora mają szczególny klimat. Gdyby tak tylko jeszcze móc przewidzieć pogodę. Pozdrawiam i zapraszam na mały konkurs z książką w podróży:)
    http://lifegoodmorning.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń