Zaczynamy rok 2015

Wreszcie mogę się zameldować w Nowym Roku, który niesamowicie rozpoczęłam mimo braku dużej ilości napojów procentowych. Plany górskie miałam na samego Sylwestra, ale jak się nie zna dokładnie terenu, to po co robić dodatkową robotę ratownikom GOPR. :) Ale co się odwlecze to nie uciecze... Zapraszam!


Po hucznym przyjęciu - miejmy nadzieję - szczęśliwego Nowego Roku w Polsacie przyszedł czas na odpoczynek. Myliłby się ten, który pomyślał teraz o długim spaniu w przytulnym łóżku, w ulubionej kołdrze. Zima, mróz za ledwo odmrożoną szybą garbuska i my - czterej pancerni i pies... który z powodu lenistwa został w domu - udajemy się na podbój Beskidu Żywieckiego.

Przed nami zmordowane prawie trzy godziny przemierzania drogi. Około godziny 10;30 znajdujemy się na parkingu, skąd zaczynamy naszą wędrówkę. I przyznam bez bicia, droga udowodniła mi, że za dużo zjadłam jedzenia w święta. Brak kondycji, ciągłe postoje na złapanie oddechu. A może to przez siarczysty mróz? Nie będę się usprawiedliwiać. :)

Oczywistością jest to, że Babia urzekła mnie swoim zimowym wdziękiem, wszystko dookoła takie bialuśkie i ta cisza na szlaku. Obraliśmy drogę, która prowadziła prosto do celu omijając schronisko na Markowych Szczawinach. Wszystko odbywało się płynnie i sprawnie.


Dotarliśmy do wyczekiwanego przeze mnie punktu widokowego. Mówię Wam, takich widoków pewnie każdy nam pozazdrości - sarkazm - . Po prostu czyste mleko i założę się, że to ja przynoszę tego pecha. Przed samym startem na Babią wszyscy marzyliśmy o widoczności aż po Tatry, ale Diablak ma swoje humorki. No cóż, udajemy się jeszcze wyżej na kolejny punkt - Kępa.

I tu podejmujemy decyzję, szczytujemy czy wracamy. Gołoledź, siarczysty mróz, sypiący upierdliwie śnieżek i my - niczym himalaiści - postanawiamy zrobić kilka kroków naprzód. Gdy weszliśmy już w otwarty teren, gdzie pod nogami mamy same kamienie, racjonalnie podejmujemy decyzję, że nie warto się pchać wyżej. Szlaku nie widać, teren eksponowany. A przecież chcemy jeszcze pożyć. Góry były, są i będą.

Więc doszliśmy do oblodzonej czerwonej tyczki, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i powróciliśmy do ciepłego domku. Napojeni gorącą herbatą i najedzeni smacznymi kanapkami znowu jechaliśmy dwie i pół godziny. Ale było warto.




Te "piękne" widoki ;)










11 komentarzy:

  1. "Jaki Nowy Rok taki cały rok" mam nadzieję, że słynne powiedzenie się spełni i przez cały 2015 będziemy przemierzać górskie ścieżki i podziwiać świat z góry. Niestety Babia, jak każda kobieta, ma swoje humory :), ale myślę, że następnym razem zobaczymy z Niej nasze przepiękne Taterki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale mroźna ta relacja bbbrrrr.... szkoda, że widoków nie mieliście, ale grunt że aktywnie rozpoczęliście nowy rok. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpoczynanie nowego roku aktywnie to już chyba moja tradycja :) Dziękuję i również pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Szkoda, że widoki nie dopisały :( Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugi raz byłam na Babiej i drugi raz samo mleko, więc może do trzech razy sztuka :) Pozdrawiam również :)

      Usuń
    2. To tak jak u mnie z Śnieżnikiem i Serakiem :) Dwa razy byłem, dwa razy mleko, do trzech razy sztuka i pewnie się uda :)

      Usuń
  4. Karolino! Na Twoim blogu jestem pierwszy raz, ale od jakiegoś czasu obserwuję Cię poprzez Inastagram. Zainteresowałam się Twoją osobą z tego powodu, że góry są również moją największą pasją i jeśli tylko mam możliwość kieruję się w ich stronę. Dodatkowo jesteśmy w tym samym wieku, co tym bardziej sprawia, że zainteresowałam się Twoimi poczynaniami. Życzę dużo szczęścia, wytrwałości i sił. Polecam Rysy ;). Po wejściu poczujesz się genialnie.
    Może kiedyś spotkamy się na szlaku ;).
    Pozdrawiam, Sylwia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam poznawać ludzi, którzy podzielają tą samą pasję. Mam nadzieję, że kiedyś na szlaku dane nam będzie się spotkać, więc jeśli mnie zobaczysz to śmiało podejdź, a to wywoła uśmiech na mojej twarzy! Życzę Tobie również wytrwałości i chęci spełniania swoich marzeń i zdobywania szczytów, a także - co najważniejsze - zdrowia!. Pozdrawiam Cię Sylwia! :)

      Usuń
  5. Babia Góra zimą to moje marzenie. Będąc tam pierwszy raz i idąc z Przełęczy Krowiarki to miałem podobną "mleczną" atmosferę. Na drugi dzień, gdy się wypogodziło i Diablak odsłonił swoje piękne oblicze padła propozycja ponownego zdobycia szczytu. Percią Akademików dotarliśmy na szczyt i podziwiali piękne widoki.
    W nowym roku życzę Ci zdobywania kolejnych szczytów, zwłaszcza tych z KGP.
    z pozdrowieniami - Polemar

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie wiem czy bym się odważyła iść Percią Akademików zimą. No ja niestety miałam w planach jednodniówkę na Babią i musiałam niestety trafić na mleko. Również życzę wszystkiego dobrego :)

      Usuń