Kraków od podstaw!

Chciałabym użyć stwierdzenia, że udało mi się zaplanować wyjazd do Krakowa na studencką kieszeń, ale to mijało by się z prawdą. O ile wejściówki na zwiedzanie udało nam się dobrze ogarnąć, o tyle sam nocleg słono przepłaciliśmy. Post o tym, jak człowiek uczy się na własnych błędach, spełniając swoje małe marzenia. Zapraszam!


Nawet nie wiecie jak jestem szczęśliwa pisząc ten post. To była moja pierwsza dwudniowa wycieczka bez obecności rodziców. Stworzyłam ją z koleżanką od podstaw, dzwoniłyśmy po hotelach, szukałyśmy zniżek, bookowałyśmy bilety autokarowe. Wszystko było na naszych głowach i.. UDAŁO SIĘ!

Myślę, że ten czas zapadnie na długo w mojej pamięci, to był pewnego rodzaju test samodzielności i odpowiedzialności za siebie. W swoim odczuciu uważam, że zdałam go na dobrą piątkę i teraz wrota przed kolejnymi samodzielnymi wycieczkami szerzej się otworzyły. Mogę śmiało wołać "WITAJ PRZYGODO".

To co tutaj teraz napiszę może być w pewnym sensie mini przewodnikiem jak zaplanować podróż. Ekspertem w tej dziedzinie nie jestem, ale swoim jakimś doświadczeniem chętnie się podzielę. Od czego ja zaczęłam? Myślę, że transport gra tutaj kluczową rolę. O ile posiadamy własny pojazd mechaniczny to ten punkt możemy pominąć. Z racji tego, że ja i koleżanka nie posiadamy takowego sprzętu, a umiejętności teleportacji są nam obce, szukałyśmy dobrego i taniego przewoźnika.

PolskiBus okazał się strzałem w dziesiątkę. Po taniości z wyprzedzeniem terminowym zabookowałyśmy bilety w dwie strony. I tutaj mała rada. PolskiBus prowadzi tylko internetową sprzedaż biletów, czyli jeśli ktoś na spontanie chciałby wyruszyć w podróż autokarem tych linii, myśląc że będzie mógł opłacić to u kierowcy to od razu ostrzegam "nie ma takiej opcji". I przypomniała mi się druga rada, która chyba bardziej jest znana, że im szybciej zarezerwujemy bilety, tym tańsze koszty za to poniesiemy. Ja bodajże rezerwowałam z dwu/trzytygodniowym wyprzedzeniem i za całość (czyli tam i powrót) zapłaciłam jedynie 15 zł.

Transport mamy, czas na nocleg. Myślałam, że jeśli płacę wysoką cenę, to oczekuję dobrych standardów. Na myśleniu się skończyło. Zacznijmy w ogóle od tego, że większość hoteli nie uaktualnia swoich stron internetowych, co może się okazać ich kruczkiem przy naszej rezerwacji. Przykład z autopsji. Na stronie widnieje napis "Śniadanie za 15 zł", a gdy już telefonicznie próbujemy ustalić naszą wizytę, Pani w słuchawce oznajmia, że koszt śniadania to 20 zł za osobę.

A teraz przechodzimy do opisu zwiedzanych atrakcji w samym Krakowie. Przyjazd miałyśmy ustalony na 11:50, ale dziwnym trafem byłyśmy już na stacji godzinę wcześniej. Prawdopodobnie czas oszacowany był ze względu na ruch na Zakopiance, mimo to nam udało się przez nią szybko przebrnąć. Z dworca udaliśmy się przez Galerię Krakowską na rynek. Doba hotelowa zaczynała nam się koło godziny 14:00, więc postanowiłyśmy w międzyczasie zobaczyć kilka obiektów z listy.

Idąc przez Planty dotarliśmy do bram Barbakanu i zakupiłyśmy bilety. Ulgowy kosztuje 6 zł, normalny 8 zł. Myślę, że to trochę dużo jak na przejście kilkoma korytarzami. Budowla fajnie zadbana, jednak mnie jakoś nie zachwyciła ani powaliła. Możliwe, że naraziłam się kilku osobom teraz, ale that's my opinion :)

Po Barbakanie poszliśmy przez bramę Floriańską w stronę rynku, by zwiedzić Kościół Mariacki. Szczęśliwym trafem udało nam się dostać na godzinę, w której oficjalnie otwierany jest Ołtarz Wita Stwosza. Cena za bilet ulgowy wynosi 5 zł, natomiast normalny 10 zł. Jeśli chodzi o fotografowanie i filmowanie to jest dodatkowa opłata. Ja za robienie zdjęć nie chciałam płacić, więc aparat wziął sobie wtedy wolne. I ostrzegam tych, którzy myślą, że nie opłacą a i tak porobią zdjęcia. Co jakiś czas chodzi Kustosz, który dokładnie wykonuje swoje zadania i nie jest miły, jeśli ktoś łamie zasady ;)


Ludu niczym nad Morskim Okiem :)
Zdjęcie powyżej od razu skojarzyło mi się z ogromnym tłumem w okresie wakacyjnym nad Morskim Okiem. Nie wiem czy to z miłości czy z lansu grupa młodzieży otoczyła Adama Mickiewicza. A ja znowu się pochwalę, bo w tym momencie co oni okupowali pomnik, spełniłam swoje marzenie nawet dwukrotnie. Udało mi się usłyszeć hejnał grany z Wieży Mariackiej. Pewnie część z Was stwierdzi, że to błahe marzenie, ale dla mnie to była niesamowita chwila.

Szybkim marszem ruszyliśmy przez Sukiennice w stronę Wieży Ratuszowej. Jest to gotycka wieża, która wznosi się 70 metrów ku niebu. Da się to odczuć, gdy każdy zasmakuje wejścia po schodach na szczyt. I mała rada. Osoby z plecakami turystycznymi sporych rozmiarów niech mają się na baczności, bo nie każde przejście może okazać się proste. A czasem może stworzyć się niezły zator.

Jak możecie zauważyć na jednym z powyższych zdjęć pogoda robiła się nieciekawa. Zbierało się na deszcz i tak się zebrało, że lunęło. No może nie była to ściana deszczu, ale miło przy takiej pogodzie się nie zwiedzało. Kiedy znajdowałyśmy się u stóp Zamku na Wawelu, nasze brzuchy wysłały nam sygnały, że czas na odpoczynek. I tu bardzo gorąco chciałabym z Wami podzielić się jednym fajnym miejscem.

Restauracja pod Wawelem oferuje niesamowite dania. Potrafią one nasycić i oczy i brzuchy. Jeśli chodzi o ceny to do tanich ona nie należy, ale drogo tam wcale nie jest. Ja zamawiałam akurat z karty dla dzieci, ponieważ porcje tam serwowane potrafią zwalić z nóg. Standardowo w zamówieniu miałam sznycelek z frytkami i surówką. Koszt to jakieś 12 zł. I na koniec od szefa kuchni dostaje się kieliszek nalewki bodajże wiśniowej. Mówię Wam, rewelacja. Gorąco polecam lokal. Dobry klimat też się tam znajdzie!

Zwiedzając Zamek na Wawelu udałyśmy się - po opłaceniu biletów - do Katedry, zobaczyłyśmy Dzwon Zygmunta, grobowce. Po raz kolejny dzielę się z Wami informacją, że na tym terenie zabronione jest robienie zdjęć i filmowanie - chyba, że za to zapłacimy. I miło się zaskoczyłam, gdyż jak dotąd jedynie na Wawelu pracownicy potrafili z nami miło porozmawiać. Mnich, kustosz, pani od biletów. Wszyscy z sympatią do nas podchodzili. Miło trafić na takich ludzi.

Po zadomowieniu się w hotelu udaliśmy się już na spokojniejszy spacer, bez ciężkich bagaży. Głównym celem była dzielnica Kazimierz, a później szwędałyśmy się jak bezpańskie psy. I miałyśmy trochę niemiłą sytuację, gdy pewna pani w podeszłym wieku zaczęła nas wyzywać i sypała do nas wulgaryzmami. Bez jakiejkolwiek zaczepki z naszej strony, po prostu tak od siebie zaczęła nas obrażać. Ale to nie przyćmiło uroku Krakowa.

Na Kazimierzu panował spokój. Cały uliczny gwar oddalił się gdzieś daleko i było błogo. Stare kamienice z gwiazdami, synagogi, cmentarze żydowskie. Do takich miejsc mam ogromną pokorę i wielki szacunek. Nie udało się wejść do żadnej Synagogi, a miałyśmy chyba dwie na liście. Ale Kazimierz od zawsze mnie interesował.

W Krakowie jest taka kładka, na której zakochane pary przyczepiają kłódki jako dowód ich wiecznej miłości. Mi to jakoś nie podchodzi, ale były dwie takie genialne "kłódki", których aż żal było ominąć. Pamiętajcie, liczy się oryginalność! :)
Jeśli chodzi o drugi dzień, to na śniadanie udałyśmy się do kawiarni Coffeeheaven. Około godziny 10:15 miałyśmy wejściówki darmowe na zwiedzanie podziemi rynku. I tutaj mała ciekawostko-porada. Jeśli chcecie zwiedzić podziemia i za nie w ogóle nie płacić, to musicie pójść po darmowe bilety. Najlepiej dzień przed, czyli w poniedziałek. Nam udało się zgarnąć dwie ostatnie wejściówki na 10:15. Późniejsze były dopiero na 14 coś, a nam zależało na zwiedzaniu dalszych części Krakowa przed ostatecznym odjazdem do Opola.

Ostatnim punktem, dużym punktem było pójście pieszo w stronę Kopca Krakusa. Miałyśmy dwie opcje: Krakus lub Kopiec Kościuszki. Ten drugi zająłby nam sporo czasu jeśli chodzi o dojazd i pewnie nie miałybyśmy tam spokojnego spaceru. Natomiast na Krakusie było niesamowicie. Udało mi się nawet wypatrzyć Tatry z ośnieżonymi szczytami, Klasztor w Trzyńcu i lecący helikopter.

Jeśli chodzi o pogodę, to na Kopcu cholernie wiało. Wiało tak, że w tym momencie zdałam sobie sprawę, że nigdy nie chciałabym się znaleźć w górach podczas halnego. Byłam niczym żagiel, powiewało mną na różne strony. Mimo ciężkiego plecaka miałam problem by ustać w miejscu.

Tak potoczyła się moja wycieczka do Krakowa. Wróciłam z niej weselsza, wypoczęta, uśmiechnięta. Podróże wiele mnie uczą, ta nauczyła mnie obcowania z niesamowitymi ludźmi. Uwielbiam odkrywać Polskę, jej zakamarki, ale i te duże miasta w których dużo się dzieje.

Chcę, by moja życiowa podróż trwała jak najdłużej. Z ludźmi, którzy z wielkim zapałem tworzą zwykłe wycieczki w niesamowite przygody. I z tego miejsca chcę podziękować mojej koleżance Dominice. Za zapał, wspólny cel, cierpliwość i tą wyrozumiałość podczas zmęczenia. Dziękuję!

A na koniec rzucam Wam krótki filmik z tego wyjazdu. Krótki, bo po prostu z lenistwa nie chciało mi się przełączać ciągle opcji fotografowania na filmowanie. Ale to zmienię, będę się zmuszać! ;) KLIK


4 komentarze:

  1. Z mojego skromnego doświadczenia wynika, że ciężki plecak wcale nie pomaga przy silnym wietrze, bo nie dość, że trzeba większość swoich sił poświęcić na jego utrzymanie i samej siebie w pionie, to przy okazji trzeba walczyć z ostrymi podmuchami wiatru, co przy wątłej posturze, jak moja, jest nie lada wyczynem. Tym bardziej, kiedy stoisz nad przepaścią.
    W Krakowie byłam kilka razy, ale nigdy nie miałam dość czasu, by go tak spokojnie pozwiedzać i poczuć ten klimat, o którym tak często się mówi. W szczególności chciałabym zobaczyć Kazimierz.
    Fajnie, że udało Ci się zrobić chociaż jakiś filmik. Bo ja nawet bym o tym nie pomyślała w podróży :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie druga osoba mówi mi jednak, że plecak jeszcze bardziej pogarsza naszą pozycję przy silnym wietrze. Muszę chyba sobie to wszystko rozpracować, bo zawsze myślałam, że pomaga. Kraków jest świetnym miastem, wielka różnorodność. Mijałam ludzi z Chin, Włoch, Hiszpanii, Anlgii. Czasem to i mnie brali za obcokrajowca. A Kazimierz jest magiczny. Niby weszła tam era nowoczesności, ale cieszę się, że pozostał klimat tamtych lat.
      Również pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Kraków jest piękny! Śliczne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kraków jest takim miastem, do którego zawsze mam ochotę pojechać :) Dziękuję!

      Usuń