Krasiejów - Park Nauki i Rozrywki

Jest taka piękna słoneczna pogoda, która dodaje mi energii, aby wreszcie zabrać się za relację ze świąt. Będzie trochę pomieszanie z poplątaniem, bo to co widzicie teraz za oknem nijak ma się do pogody z tamtego dnia. Zapraszam!


Do krasiejowskiego JuraParku dostałam zaproszenie i wybrałam się w świąteczne dni. Wtedy zaczynał się już sezon, gdzie ekspozycja była gotowa na zwiedzanie turystów. Co sądzę o samym parku? Myślę, że to świetna inicjatywa, pokazywanie czasów początku istnienia człowieka. Miałam to szczęście, że zbliżał mi się sprawdzian z geografii rozszerzonej i mogłam zwiedzanie połączyć z powtórzeniem wiadomości.

Na wstępie dostaliśmy papierowe znaczniki, które mieliśmy założyć na nadgarstek jako przepustka do poznawania starych dziejów. Atmosfera była bardzo miła, Pani pokierowała nas na początkowe atrakcje, by nie tracić czasu czekając na podróż w czasie.

Jako pierwszy cel obraliśmy Prehistoryczne Oceanarium, do którego trzeba było założyć specjalne okulary. Oglądając z zewnątrz budynek, pierwszym moim skojarzeniem - ni z gruszki, ni z pietruszki - był ząb. Później bardziej się przypatrzyłam i zauważyłam muszlę. Więcej nie zagłebiłam się w interpretację architektoniczną.

W środku słyszymy melodię, która od razu kieruje nas myślami w świat wielkich dinozaurów. Za szybami obserwujemy życie podwodnych stworzeń, które ostały się tylko i jedynie w książkach... i JuraParku. Jest jedna rzecz, która utkwiła mi już na zawsze z tego miejsca. Nie chciałabym tu nic zdradzać, bo lepiej jak każdy sam przekona się na własnej skórze. Jedyna podpowiedź, to znajduje się ona na końcu trasy Oceanarium. Polecam bardzo, ale to bardzo! Ubaw miałam świetny, a i serce zaczęło szybciej bić.


Następną atrakcją na naszej liście było Kino Emocji Cinema 5D. W ofercie Kina są dwie ekranizacje, "Robim Hood" trwający 15 minut i sześciominutowe "Tajemnicze podziemie". Jeśli chodzi o emocje, to na początku byłam zaskoczona wszystkim, podobało mi się. Ale z czasem trwania R. Hooda stwierdziłam, że to wszystko jest już nudne jak flaki z olejem. Później włączył się film drugi i jeszcze jakoś go przegryzłam. Ale za dużo tych samych efektów i trochę wiało nudą. Dodam, że tak zarzucało tymi fotelami, że dalsze moje zwiedzanie to była walka z mdłościami.

Wreszcie po Oceanarium i Kinie przyszedł czas na gwóźdź wycieczki, czyli podróż Tunelem Czasu. Przy pomocy kolejki przerzamy niby 300 metrową prostą drogę, ale tak na prawdę zwiedzamy okres, w którym nasza Ziemia nie istniała, albo dopiero powstawała. Podziwiamy podróże kontynentów, kataklizmy jakie się w przeszłości działy i... zaczynamy wędrówkę pieszą.

Tutaj mieliśmy dylemat, trasa ma 1,5 kilometra, a pogoda do najlepszych nie należała. Przed wyruszeniem do tunelu sypnęło śniegiem, ale gdy już z niego wyjechaliśmy zaczęło świecić słońce. Nie mamy nic do stracenia, najwyżej przyspieszymy zwiedzanie.

Wzdłuż ścieżki możemy zobaczyć rekonstrukcje mezozoicznych gadów i płazów, przeczytać informacje o nich na specjalnych tablicach, a do niektórych nawet można podejść i zrobić sobie zdjęcie. Mówię Wam, ich oczy są straszne. Kiedy człowiek staje oko w oko z wielki, potężnym dinem, albo nawet z małym dinusiem to wcale nie jest do śmiechu. Ja się przeraziłam.



I ostatnie miejsce, które jeszcze udało nam się zwiedzić, zanim anomalie pogodowe wprawiły nas w złość był Pawilon Paleontologiczny. Jest to jedyne muzuem na świecie, które działa nad czynnym stanowiskiem paleontologicznym. Z tego co się orientuję to od lipca do września można przyglądać się pracy paleontologów.

Ciekawostką i ważną informacją dla mieszkańców Opolszczyzny jest fakt, że w JuraParku znajdziemy szkielet najstarszego - jak dotąd - znalezionego pradinozaura Silesaurusa Opolensisa.

W samym pawilonie na początku musimy ubrać nakładki na buty, żeby nie wybrudzić podłogi. Jest ona oszklona, dzięki czemu możemy obejrzeć wszystko to, co znajduje się pod nami. My nawiązaliśmy jeszcze kontakt z Panią, która pilnowała aktualnie Pawilonu i przyznam, że miło mnie zaskoczyła. Opowiedziała nam wszystko o dinozaurach, o JuraParku, chętnie "sprzedawała" nam wiedzę. Myślę, że tacy pracownicy dodają smaczku zwiedzaniu.

Żałuję, że nie udało nam się wszystkiego zwiedzić, ale jest pretekst, żeby tam wrócić. Obok JuraParku otworzyli także Park Ewolucji, który wydaje się być interesującą opcją. Może kiedyś do niego zajrzę. To już syćko. Przepraszam za chaos w treści.

A kto jeszcze nie widział krótkiego filmiku ze zwiedzania to odsyłam Was TUTAJ





4 komentarze:

  1. Juraparki w ostatnim czasie stały się dość popularne i powstało ich mnóstwo na terenie całej Polski. I choć osobiście niezbyt interesuję się prehistorią, dinozaurami i początkami Ziemi, miałam okazję być w kilku i byłam naprawdę zdumiona. A ten JuraPark również jest niczego sobie. Chyba najbardziej spodobało mi się oceanarium, które pokazałaś w filmiku. Z resztą zawsze miałam słabość do oceanariów. Zgodzę się z Tobą, co do konstrukcji architektonicznej budynku. Dla mnie również wygląda jak zęby :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie era dinozaurów to ciężki temat do nauki, ale cieszę się, że powstają takie parki. Bo nie ma nic lepszego, niż nauka poprzez zwiedzanie czy zabawę. A co do oceanarium, to też mam do nich słabość :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi zachęcająco, tym bardziej że teraz jest tak pięknie na zewnątrz, a z tego co wiem to w Krasiejowie mają w lecie czynne kąpielisko, takie z plażą, ratownikiem, rowerkami, leżaczkami itp.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna relacja, może też odwiedzę na wiosnę Jurapark:D

    OdpowiedzUsuń