Majówka 2015

Zaczął się wreszcie kolejny miesiąc, w którym mam przeogromne plany. I zaczął się niesamowicie, porównywalnie do Nowego Roku. Chociaż z Diablakiem jeszcze mam do pogadania. Przedstawię Wam teraz moją majówkową trasę po Beskidzie Śląskim. Zapraszam! :)

Jak już we wstępie wspomniałam, w tym miesiącu będzie trochę do roboty. I mam nadzieję, że efekty moich planów zobaczycie tutaj. Nie chcę nic jeszcze zdradzać, bo zawsze jak się czymś chwalę, to później nie wychodzi.

A teraz majówka..

Pamiętam, że gdy planowaliśmy trasy, rozmyślaliśmy nad dwoma zupełnie oddalonymi od siebie pasmami. Ja chciałam jechać na Śnieżkę w Karkonoszach, reszta grupy obstawiała Brenną i północną część Beskidu Śląskiego. Zostałam przegłosowana, ale nie odpuszczę Królowej Sudetów.

Przed wyjazdem czułam wielki optymizm. I przypomniała mi się jedna sytuacja, w której analizowałam moje wcześniejsze wyprawy. Pamiętam moją kondycję, gdzie co kilka kroków musiałam się już zatrzymywać, bo nie potrafiłam utrzymać właściwego tempa. Przeanalizowałam sytuację, wzięłam się w garść i majówkowym trekkingiem przypieczętowałam godną postawę.

Proszę nie myśleć, że wcześniej gnałam jak durna na szczyt (choć może w jakimś stopniu tak było), albo wlokłam się jak ślimak. Cieszę się, że odkryłam główne ogniwo słabej kondycji. Był, a raczej była nim słaba psychika. Zamiast motywować siebie do góry to jak zwykle wolałam trochę pomarudzić, narzekać i w skrajnych przypadkach obrazić się na resztę członków. Ale taka już ma natura :)

No to tak. Przyjechaliśmy do naszej bazy wypadowej jaką była Brenna i czarnym (dojściowym) szlakiem zaczynaliśmy naszą wędrówkę. Szło się przyjemnie, chociaż momentami było błotniście co owocowało lekkim ślizganiem butów. Z czarnego trafiliśmy już na właściwy szlak zielony i pierwszym postojem było Schronisko na Błatniej.

Wróć. Jako iż byliśmy pierwszy raz na tym szlaku, to przez niewiedzę zamiast do schroniska, trafiliśmy na Ranczo. Posiedzieliśmy, popiliśmy (wodę), pojedliśmy, przybiliśmy pieczątki i ruszyliśmy dalej. A dalej czekało na nas schronisko. Nie chcieliśmy się dublować z postojami, przybiliśmy tylko kolejne pieczątki i szliśmy.

Następnie udaliśmy się na Trzy Kopce pod Klimczokiem, na sam Klimczok i tam odkryliśmy stricte turystyczne miejsce, gdzie aż mnie duma rozpierała. Mimo tego, że szlak pewnie często odwiedzany przez różne społeczności, ta chatka jest zadbana, zero aktów wandalizmu. Przyjemna atmosfera. Każdy (no może nie każdy, ale większość) zostawia po sobie jakąś pamiątkę. Jest ich tam pełno i każda ma jakąś historię ukrytą.

Ja z racji iż nie byłam na coś takiego przygotowana i z reguły nie noszę żadnych pamiątek, pozwoliłam sobie zrobić wpis do specjalnego zeszytu odwiedzin i jeśli ktoś kiedyś pójdzie tam, to może przekartkować strony i powiadomić mnie o tym :) A tak na marginesie, to niektóre cytaty w tej chatce są motywujące i... inspirujące :)

Z Klimczoka szybkim marszem (szlakiem czerwonym) udaliśmy się do Chaty Wuja Toma na ciepły posiłek. Ja dla odmiany zamówiłam sobie zupę pomidorową i przyznam, że nawet mi zasmakowała. Reszta ekipy wzięła albo kwaśnicę (co jest w sumie standardem) albo szalony wybór fasolki po bretońsku.

Jeszcze słów kilka o pogodzie. Słońca nie było, co może i pozytywnie wpłynęło na nasze tempo, chociaż od jakiegoś czasu brakuje nam widoków. Ciągle tylko mgła, mleko, mgła, mleko. Oby ta zła aura już się skończyła i następne wyprawy były obfite w górskie pejzaże. Pozdrawiam Was ciepło!






Środek wspomnianej chatki

Środek wspomnianej chatki

Motywujący czy inspirujący cytat?



Zwieńczenie wędrówki

Lokowanie produktu :)

4 komentarze:

  1. Ciekawa trasa, piękne widoki (mimo mgły i mżawki w górnych partiach). Jestem zachwycona Klimczokiem, ciekawe miejsce pamięci :), szkoda, że nie doświadczyliśmy pięknych widoków. Myślę, że jeszcze tam wrócimy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi najbardziej utkwiła w pamięci ta chatka i to będzie moje jedyne skojarzenie z Klimczokiem :)

      Usuń
  2. Nie, nie odpuszczaj Śnieżki. Karkonosze są malowniczymi górami. Ja jestem w nich zakochana.
    W Beskidach nie byłam, jeszcze. Ale mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, na Śnieżkę na pewno się wdrapię :)

      Usuń