Hiszpania: różnice i podobieństwa

Dostaję ponaglenia od bliskich, że czas coś wreszcie wrzucić na bloga. Hiszpania się skończyła, przede mną wielkimi krokami zbliżają się góry. Na ten post wybrałam sobie dość ciekawy temat. Z perspektywy miesiąca praktyk w hiszpańskim miasteczku zauważyłam wiele różnic i podobieństw w życiu mieszkańców. Mam nadzieję, że Was tym zaciekawię. :)


Największą różnicą, którą odczułam na pewno jest jedzenie. Żeby zaaklimatyzować się z kuchnią hiszpańską potrzebowałam ogromnej ilości czasu. Do czego trzeba się przyzwyczaić zamawiając tam potrawy? Na pewno do występowania jajek w różnej formie (w prawie każdym daniu) jak i dużej ilości oliwy. Co mnie najbardziej zdziwiło? Hiszpanie w ogóle nie smarują kanapek masłem. A jeśli chodzi o ulubiony posiłek to chyba nic z tradycyjnej kuchni hiszpańskiej mi nie podpasowało. Ale spróbowałam kalmarów i polecam wszystkim!

Paella
Tapas

Zaraz po kuchni hiszpańskiej trudno było mi się przyzwyczaić do siesty. Za każdym razem, kiedy sklepy były zamykane, ja w tym momencie uświadamiałam sobie, że akurat potrzebuję coś pilnie kupić. I jedyne co mogłam w tym momencie zrobić, to pocałować klamkę. Sklepy i piekarnia były otwierane tylko na 3 godziny (rano), od godziny 13:30 do 17:30 trwała siesta i ponowne otwarcie również było tylko na 3 godziny. Przyznam szczerze, że taki tryb życia trochę mnie rozstroił, ale.. dzięki temu nauczyłam się organizacji czasu.

Sos del Rey Catolico
Warto wspomnieć też o kulturalności. Powiem to z perspektywy mieszkania miesiąc w niewielkim miasteczku, bo nie bardzo wiem jak to jest w tych większych aglomeracjach typu Saragossa czy Pampeluna. Chodzi o to, że każdy napotkany osobnik potrafił z uśmiechem na twarzy powiedzieć radosne "Hola" co w języku polskim brzmi po prostu "Cześć". Kiedy miał więcej czasu od razu zarzucał "Que tal" (jak się masz) i w tym momencie wypadałoby odpowiedzieć "Muy bien" (bardzo dobrze). I tak przebiegała konwersacja pomiędzy obcymi ludźmi, którzy w krótkim czasie stali się znajomymi.


Jeśli chodzi o podobieństwo to Hiszpanie tak jak nasi rodacy bardzo lubują się w piłce nożnej. Kiedy odbywają się mecze, potrafią zgrać się w grupkę i wspólnie kibicować w pobliskich barach. Ja miałam możliwość dwa razy oglądać w takiej atmosferze mecze i przyznam, że aż duma mnie napawała. Ci ludzie z takim zaangażowaniem kibicowali swoim drużynom. I z doświadczenia wiem, że my Polacy również potrafimy się wspólnie zjednoczyć i wspierać swoje ulubione kluby, jak i drużynę narodową.

Sos del Rey w (prawie) całej okazałości
I największa różnica, która idealnie wpasowuje się w mój blog, to góry i szlaki w nich przetarte.. Jestem zawiedziona, kompletnie zawiedziona. Sos del Rey jest miejscowością, gdzie dookoła rozpościerają się przepiękne pasma gór. I co? No nic, niestety żeby po nich chodzić, przeważnie trzeba iść w górę i w górę, przez kosodrzewinę (o ile można to tak nazwać). Przez gąszcze, to lepiej brzmi. Może ja miałam pecha i trafiałam na takie trasy, a może taka jest po prostu rzeczywistość. Za każdym razem gdy chciałam wyjść w góry, wracałam z nich szybciej niż się przygotowywałam. Nie uświadczyłam tam ani jednego narysowanego szlaku na drzewie, ani jednej tablicy z informacjami co gdzie jest, ani jednego drogowskazu wskazującego dobry kierunek. Dodam jeszcze, że nawet ścieżki udeptanej nie ma. No dobra, nie bedę kłamać. Ścieżki są ale prowadzą one tylko i wyłącznie na pola uprawne, bądź do domostw.

A tak wygląda koniec ścieżki. Hiszpańskie pole!
Cudowny widok
Chyba łatwiej było mi wyłapać różnice niżeli podobieństwa, co potwierdza mój wpis. Na plus najbardziej zaskoczyła mnie gościnność i życzliwość. Pomoc innym, bez oczekiwania na jakąkolwiek zapłatę. Ale pamiętajcie. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. WITAM CIĘ POLSKO!

5 komentarzy:

  1. No i dobrze, że wróciłaś. Czekam na jakąś porządną relację z gór. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sjesta może uciążliwa, ale ja coraz bardziej ubolewam, że nie praktykuje się tego w Polsce. We wczesnych godzinach popołudniowych nic mi się nie chce i najchętniej bym się zdrzemnęła, niestety są to szczytowe godziny pracy... W śródziemnomorskim klimacie bez sjesty to by nie było życie. Na pewno na dobre im to wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tu jestem raczej innego zdania. Cieszę się, że w Polsce nie ma siesty, ponieważ jak już się za coś zabrać to konkretnie, a nie dzielić na dwa razy. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem Ci, że moim zdaniem bardzo dobrze 'ugryzłaś' temat Hiszpanii, a te kilka wpisów na ten temat przywołały wiele pozytywnych wspomnień zwiazanych zarówno z Sos'em jak i całym pobytem. Niesamowite wspomnienia, za które jestem bardzo wdzięczna :D

    OdpowiedzUsuń