Góry Kocie, Trzebnica

Żeby odbyć niesamowitą przygodę nie potrzeba do tego ani fajerwerków ani dużej sumy pieniędzy. Wystarczą po prostu ludzie, z którymi od razu nadajesz na tych samych falach. Myślę, że to już czas by zaprosić Was na relację buszowania w pokrzywach, po czym odkryć chyba jeden z tych krańców Polski. :)

Słodziutkie jeżyny
Tak toczymy się i toczymy przez te wzgórza, zdobywamy tysięczniki, a przy tym zapominamy, że nawet niewielkie rzeczy sprawiają, że wędrowanie to ogromna pasja. Ciągle zatracamy się w podbijaniu coraz lepszego rekordu, wybieraniu tylko tych "naj", żeby było co pokazywać innym ludziom. A ja wyjdę poza ten odłam i dzisiaj pokażę coś, o czym mało osób wie.

Góry Kocie, jakby przesympatycznie nie brzmiały, to w rzeczywistości drapieżne kocury. Mają swoją siedzibę we Wzgórzach Trzebnickich, a ich grzbiety nie przekraczają 300 metrów n.p.m. Myliłby się ten, który w myślach powiedział "pff, ale mi to trudność", oj zdziwiłby się. O ile sama wysokość to pestka, o tyle buszowanie wśród gęstej roślinności przyprawia nas o krostki na ciele.

Szlaki chyba niezbyt uczęszczane co wskazuje o metrowej długości pokrzywach, czyhających na wędrowników. Kuracja trwa jakieś 10 minut, później to już tylko świąd i pieczenie. Ale, ale. Dla dzielnych i wytrwałych piechurów czeka ogromny sad - gdzie po kryjomu można zasilić brzuchy. Zapomniałam jeszcze dodać, że wcześniejsza faza szlaku w sumie do najlepszych też nie należy, bo oto nasze nogi stykają się ze ścierniskiem. I od razu na myśl przychodzi kultowa piosenka braci Golców "tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco".

Od jakiegoś czasu mam pecha ze szlakami i zastanawiam się czy to wina mojej orientacji w terenie, czy zaniedbanie przez ludzi odpowiedzialnych za renowacje. Bardzo liczyłam na zdjęcie z tabliczką "Farna Góra" i albo takowa tabliczka nie istnieje albo.. sama nie wiem. No smak zawodu niestety jest.

Fakt faktem trochę poczułam się jak w hiszpańskich górach, gdzie ledwo co szlak się kończył a przed nami wyłaniały się wielkie pola uprawne. I jeśliby tak porównać, to polskie pola są wygodniejsze w chodzeniu, o tak.

Na koniec górskich eskapad wpadamy do Trzebnicy gdzie czeka nas gwóźdź programu - Sanktuarium Św. Jadwigi Śląskiej. Pochowano tam aż 22 przedstawicieli rodu Piastów Śląskich, a sam Kościół jest cennym zabytkiem leżącym na Szlaku Romańskim.

Najczęściej odwiedzanym miejscem w bazylice jest grobowiec świętej. Oczywiście wiąże się to z tym, że wraz z mężem Henrykiem Brodatym w 1202 roku ufundowała kościół i klasztor cysterek. Święta Jadwiga prowadziła działalność dobroczynną. Pomagała schorowanym ludziom, otworzyła szpital dla trędowatych w Środzie Śląskiej, starała się jak najbardziej pomóc biednym i ubogim.

Dla turystów udostępniono miejsca zazwyczaj niedostępne, czyli romańską kryptę św. Bartłomieja, lapidarium z fragmentami detali kamiennych oraz zakrystię z licznymi relikwiarzami. I tak na zakończenie powiem, że bazylika jest miejscem wartym odwiedzenia, ciekawa historia fundatorów tego obiektu, niesamowicie przedstawione figury świętych.

Do następnego! Trzymajcie się ciepło! :)




















Trzebnica


Święta Jadwiga











6 komentarzy:

  1. Karolinko w swoim tekście i zdjęciach dotknęłaś ISTOTY SPRAWY. TAK TRZYMAĆ !!! (Y) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba jest mi wstyd, o Górach Kocich słyszałem, bo jest to mój rejon jako Wrocławianina, ale nigdy tam nie byłem, a tym bardziej mi wstyd bo bardzo lubię wędrówki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, zawsze można to nadrobić :)

      Usuń
    2. po tym poście mam zamiar... ;)

      Usuń
    3. Gratuluje swobodnej narracji Krystyna S

      Usuń