Wąwóz Homole, Wysoka

Za co polubiłam ten szlak? Za różnorodność. Za strach, odwagę i radość w jednym. Tam się po prostu zatraciłam. Urok górskich szlaków zakwitł w moim sercu na nowo. Zapraszam Was na spacer przez błotnisty Wąwóz Homole, ostre podejście na Wysoką i maszerowanie do Szczawnicy!


Nasza trasa zaczyna się w Jaworkach, do których docieramy busem. Na pierwszy ogień mamy Wąwóz Homole, który jest jedną z największych atrakcji Pienin. Teren ten objęty jest ścisłą ochroną, a rezerwat założony został w 1963 roku. Przy szlaku towarzyszy nam potok Kamionka, spadający licznymi kaskadami.

Wąwóz ma ok. 800 metrów długości, następnie rozwidla się na dwie części zwane Dolina i Koniowiec. Nieopodal rozwidlenia wznoszą się skały zwane Kamiennymi Księgami. Nazwa ta związana jest z legendą, która głosi iż w nich są zapisane ludzkie losy. Jedyną osobą, która potrafiła je odczytać był ksiądz z Lipnika, natomiast Stwórca odebrał mu mowę.

Szlak poprowadzony jest przez liczne mosty, a w niektórych momentach trzeba się męczyć ze schodami. Zwłaszcza jeśli jest to pora po deszczu, gdzie wszystko momentalnie zamienia się w ślizgawkę. Mimo iż szlak nie należy do trudnych, trzeba pilnować się na każdym kroku, by nie ujechać.

Od początku poruszamy się szlakiem zielonym, mijamy tętniącą życiem bazę namiotową pod Wysoką i pniemy się do góry w niesamowicie wyczerpującym słońcu. Docieramy do szlaku niebieskiego i wkraczamy w teren rezerwatu Wysokie Skałki. Osiągamy wysokość 1050 metrów, meldując się tym samym na najwyższym szczycie Pienin. Kolejna cegiełka do KGP!

We wstępie wspomniałam o strachu. Rozwinę trochę ten temat. Jako iż ciągle powtarzam, że schodzenie w trudnym terenie jest dla mnie ciężkim orzechem do zgryzienia. Panicznie boję się, że zaraz zlecę w dół, ciągle mam wizualizacje w głowie, jak spadam. Tym bardziej jeśli nie czuję się pewnie na danym podłożu. Co z tego, że buty mają podeszwę vibramową, skoro ja nie bardzo potrafię im zaufać.

Odwaga. Bo odważyłam się w tym roku zaufać swoim butom, dać im ostatnią szansę na poczucie lepszej przyczepności. I się sprawdziły. Wejście i zejście z Wysokiej do łatwych nie należą, trzeba trochę użyć swojej siły i umiejętności. Ale warto, naprawdę warto.

Kończąc odpoczynek na najwyższym szczycie, zmęczeni upierdliwymi osami schodzimy do rozwidlenia i obieramy kolejny kierunek. Dalej podążamy za szlakiem niebieskim i tym razem wychodzimy w teren, który skradł moje serce. Ogromna przestrzeń, polana z widokiem na wyrastające nieopodal nas kolejne pasma górskie.

Po dojściu do rozwidlenia pod Durbaszką, rezygnujemy z wizyty w schronisku, tym samym nie zatrzymujemy się i idziemy w stronę Wysokiego Wierchu. W tym momencie pogoda zaczęła dawać o sobie znać. Coś tam pogrzmiało u naszych południowych sąsiadów, na chwilę również burza zawitała u nas.

Ostatnim punktem programu było przejście przez Szafranówkę, z którą również się polubiłam. To było chyba nasze ostatnie takie wzniesienie. Później to już terenem zalesionym maszerowaliśmy do schroniska Orlica w Szczawnicy. I tym optymistycznym akcentem kończymy kolejny dzień spędzony w Pieninach.

TRASA:


ZDJĘCIA:

















2 komentarze:

  1. A motyle jakieś latały? Podobno można tam spotkać Niepylaka apollo! Piękny okaz. :)

    OdpowiedzUsuń