Kraina wygasłych wulkanów

Droga, którą tym razem obraliśmy, znowu nie należy do tych przepełnionych aktywnością. A szkoda, bo odpoczywając na powulkanicznym szczycie, można poczuć się niesamowicie. Zapraszam na spacer po malowniczej krainie. Kolejny zakątek Sudetów został odkryty! :)

Na początku wakacji odkryłam zalążek Gór Kaczawskich, by na koniec sierpnia udać się w pobliski region. Zaplanowana trasa wzbudziła we mnie ciekawość, bo oto mogłam spacerować po skałach i wzniesieniach utworzonych w okresie wulkanizmu na tym terenie. Ostrzyca Proboszczowicka jest najwyższym wzniesieniem Pogórza Kaczawskiego i pierwszym punktem, do którego się udajemy.

Szlak w początkowej fazie nie jest wymagający, lekki spacerek aż do tablicy pełnej informacji o szczycie. Następny etap to trawersowanie po gołoborzach bazaltowych, z których zostały zrobione schody. I w tym momencie uświadomiłam sobie, jak wielką przeciwniczką schodów w górach jestem. Śpieszę z wyjaśnieniem. Często człowiek idący pod górę wchodzi w pewien rytm. Dzięki temu utrzymujemy dobre tempo, nie męczymy się na zapas. Ale gdy przed nami wyrastają kamieniste tudzież drewniane stopnie, zaczynamy się dekoncentrować, tracąc przy tym dobry rytm.

Atrakcją turystyczną, do której będę musiała powrócić ze względu na krótki czas zwiedzania, na pewno jest Zamek Grodziec. Trafiliśmy akurat na porę, gdzie kręcili film na podstawie Wiedźmina 3, co nie umożliwiło nam zajrzenia w każdy zakątek warowni. Ale poza Wiedźminem kręcono tam również inne filmy, jak chociażby "Przyłbice i kaptury", "Kwiat diabła" czy "Pamiętniki Fanny Hill". Zamek oferuje również imprezy w swoich włościach, a najbliższe święto odbędzie się w październiku pod hasłem "IX Agroturystyczne Święto Wina i Miodu Pitnego". Zainteresowanych gorąco zapraszam! A przy okazji warto posłuchać przewodnika, który potrafi niektórymi faktami zaciekawić turystę.

Na koniec zostało nam przepiękne miasto o dźwięcznej nazwie Złotoryja. Czasu zostało nam niewiele na zwiedzanie, ale można uznać to za pretekst, by ponownie zajrzeć w te strony. Pierwszym miejscem, zaraz po napełnieniu brzuchów moimi ulubionymi schabowymi, była Baszta Kowalska. Jest ona charakterystycznym elementem miasta i zbudowano ją w XIV w. Wznosi się ona na 22,3 m wysokości, a grubość jej murów w przyziemiu sięga 2,7 m. Na czubku wieży górował jeszcze gotycki hełm, niestety w 1813 roku został zniszczony podczas wojen napoleońskich. Aby dotrzeć na szczyt, gdzie znajduje się punkt widokowy, należy pokonać 45 kamiennych schodów.

Kolejnym punktem zwiedzania był Kościół Narodzenia NMP, który zbudowany jest w centrum pl. Niepodległości. Bez wątpienia jest perłą architektoniczną Złotoryi. Na rynku możemy również zobaczyć fontannę górników oraz delfinów. Pierwsza powstała w I połowie XIX w. i pierwotnie była studnią. W 1943 roku dodano do niej figury górników, upamiętniając przy tym ich postawę podczas bitwy pod Legnicą. Natomiast druga ufundowana została przez burmistrza Złotoryi Johanna Feige, który poprzez symbolikę, chciał wyrazić swoją pobożność.

Czas teraz przejść do fotorelacji. Dziękuję za uwagę!



































Efekt palenia traw











2 komentarze:

  1. Ooo zawitałaś w moje rejony :) Według mnie z resztą bardzo ciekawe, chociażby ze względu na te relikty dawnych obszarów wulkanicznych :)

    OdpowiedzUsuń