Hraničná cesta

Kiedy zaczynałam podróżować po Polsce, nigdy nie potrafiłam zapamiętać nazw miejscowości czy szczytów. Teraz gdy nabrałam większego doświadczenia, bardziej angażuję się w wyjazdy. No, do czasu aż nie trafię za granicę. Jeszcze z czeskimi nazwami mam problemy, ale mam nadzieję iż nadchodząca przyszłość je rozwiąże. Zapraszam na spacer do Krnova!


Korzystając jeszcze ze wstępu chcę wytłumaczyć jedną sytuację, która może być dla niektórych kuriozalna. "Kuriozalna" to chyba za duże słowo. Okej. Nazwa mojego bloga "Polskim Szlakiem" jest nazwą, a raczej pseudonimem z którym od bardzo dawna się utożsamiam. To, że znajduje się tam przymiotnik "polskim" wcale nie oznacza iż muszę podróżować po ojczyźnie i tylko ją opisywać. Mój blog to jest jedna wielka podróż, która nie zamyka się na jednym mieście, państwie, kontynencie. Ona ciągle trwa i obiera różne kierunki. A ja jestem tym zwykłym "Polskim Szlakiem", który dumnie spaceruje po swojej ojczyźnie, ale również odwiedza zagraniczne miejsca.

Mam nadzieję, że wszelkie wątpliwości rozwinęłam.

(...) Zaczęło się to od wsi Brantice, gdzie każdy przygotowywał się do wędrówki. Pogoda była mroźna, już na starcie obrywaliśmy zimną masą powietrza. Po dziesięciominutowym podążaniu żółtym szlakiem osiągamy wysokość 460 metrów, o czym informuje nas tabliczka z napisem VINICE (Sedlo). Od tego momentu zdałam sobie jakoś sprawę, że tym razem nie gnam do przodu, a rozkoszuję się widokami i bardziej zwrócę uwagę na robienie zdjęć. Co ostatnio niestety zaniedbałam.




Szlak prowadził przez opustoszałe pola, ale trafiliśmy również na przeszkodę w postaci zamarzniętego strumyka. Po krótkiej chwili moim oczom ukazał się piękny, zmrożony staw, na którym były świeżo odbite ślady zwierzęcych łap. W tym miejscu również wiatr dawał o sobie znać, przez co zdjęcia musiały trwać dosłownie chwilę. No chyba, że ktoś jest odporny na mróz, czego szczerze zazdroszczę.

Kolejno szlak prowadził przez niewielką wieś o nazwie Radim, w której miałam możliwość zobaczyć konia o pięknym kolorze włosów. Tak, nadawałyśmy na tych samych falach (albo nadawaliśmy). W tej mieścinie jest wiele pięknie przyozdobionych domów, że aż zapomniałam zrobić zdjęcia. Chociaż i tak lepiej zobaczyć na własne oczy.


W Jeżniku, do którego prowadzi nas szlak, mamy dwie opcje do wyboru. Pierwsza, odbić na lewo i wdrapać się na wieżę widokową, druga - podążać dalej szlakiem do samego Krnova zahaczając o Bezrucuv vrch. Po szybkim rozeznaniu co do pogody i warunków, zapadła dezycja iż odpuszczam wieżę i z niewielką ilością osób wróciłam na szlak.

Jeżnik posiadał najstarszą wieżę widokową, która została wybudowana w roku 1894. Wznosiła się ona na 25 metrów. Niestety przegrała - jeśli chodzi o atrakcyjność - z nową, w tamtych czasach, otwartą wieżą widokową Cvilin. W latach dwudziestych minionego wieku budowla w Jeżniku została zburzona, a na jej miejsce powstała kolejna, która nie miała długiego bytu. Po pewnym czasie popadła w ruinę. Aktualną wieżę wzniesiono w roku 2001, a całkowita jej wysokość to około 18 metrów.





Ostatnim odcinkiem trasy jest ścieżka dydaktyczna, która prowadzi na Bezrucuv vrch (387 metrów n.p.m.), na której znajdują się tablice z informacjami o tamtejszej florze i faunie. Na końcu szlaku, a przy początku zejścia do samego Krnova stoi sporych rozmiarów obelisk. Kopiec pierwotnie wzniesiony został na cześć austriackiego pisarza Petra Rosegger'a. Jego prace zostały przetłumaczone na 22 języki, natomiast są one praktycznie nieznane.

W późniejszych czasach przemianowano pomnik na Petra Bezruca, który już bardziej był kojarzony z samym miastem Krnov. W miejscu, gdzie aktualnie wisi tablica poświęcona temu "popularniejszemu", znajdował się portret wraz z wyrzeźbionym nazwiskiem Rosegger'a. Będąc przy kopcu, mamy jak na dłoni pokazane miasto, do którego zmierzamy.

Krnov (pol. Karniów) leży na spływie dwóch rzek: Opawy i Opawicy. Miastem stał się już w roku 1279. Jeśli chodzi o turystyczną część miejscowości to warto mieć na uwadze pierwotnie renesansowy zamek z szesnastego wieku, z korytarzem arkadiowym przebudowanym w barokowym stylu, jak i również romański kościół św. Benedyktyna.




Obelisk dwóch Petrów
Polskie akcenty w Krnovie

Na zakończenie rutynowo ale z ogromnym uśmiechem dziękuję Świstakowi, który zorganizował wycieczkę i z którym znowu będzie mi dane wyruszyć w moje ukochane Czechy. A co do modyfikacji w poście tzn. tekst + zdjęcie + teskt + zdjęcie, to był pomysł mamy, która stwierdziła że tak wygląda lepiej. Zobaczymy co z tego wyniknie w przyszłości. Czuwaj! Ahoj! Do rychłego napisania! :)

2 komentarze:

  1. Szkoda, że nie mogłem być. Ale na następnej już chyba tak :-)
    pozdrawiam
    Marcin z Nysy

    OdpowiedzUsuń