Zimowa kraina: Anenský vrch

Czechy. Państwo, które w tym roku zdominowało mój kalendarz wypraw. I dobrze, poszerzam dzięki temu wiedzę geograficzną, turystyczną i kulturową. Ostatnio trochę ponarzekałam na szlak, za jego słabe urozmaicenie. Tym razem przychodzę z czymś długim, ciekawym i przyjemnym. Mimo, że za oknem klaruje się piękna wiosna, na chwilę zaproszę Was w zimową krainę! Zapraszam!


Karlovice, z których zaczęliśmy wędrówkę, to niewielka miejscowość ulokowana w dolinie rzeki Opawy. Wzdłuż tego cieku wodnego skoncentrowane jest, w dużej mierze, życie mieszkańców. Dookoła Karlovic rozpościerają się szczyty należące do pasma Wielkiego Jesionika. Miasteczko ulokowane jest na około czterysta w porywach do pięciuset metrów nad poziomem morza, czyli w porównaniu do okolicznych wzgórz jest to różnica trzystu metrów.

Zanim jednak udamy się w górskie ścieżki, polecam poszukać w okolicy - dokładnego miejsca nie pamiętam - ulokowanej budowli zrobionej na kształt pierwotnej wieży widokowej z Pradziada. Tej, która miała pogmatwaną historię jeśli chodzi o budowę i o utrzymanie. Kiedy ten punkt zaliczycie, możemy ruszać dalej!


Po ominięciu budowli ze zdjęcia, kierujemy się na południe miasta. Idziemy całą długość, przechodzimy przez most, trafiamy na tory, które oczywiście również pokonujemy i mijając ostatnie domostwa wchodzimy już na teren lekko błotnisty. Nie zdziwcie się, jak przywita Was akompaniament psów z różnych domostw.

Początkowo szlak nie jest bardzo wymagający, aczkolwiek już zaczynają bardziej pracować mięśnie. My mieliśmy to szczęście, że trafiła nam się sprzyjająca pogoda, dzięki czemu podczas podejść mieliśmy czas zadowolić się przepięknym krajobrazem. Po pokonaniu pierwszego wzniesienia trafiamy na asfaltówkę, którą o dziwo idzie się przyjemnie. Mogłabym to raczej opisać jako asfaltówka połączona z drogą leśną.


Idąc do końca tej drogi natrafiamy już na prawdziwą drogę samochodową, którą dane nam będzie przemaszerować krótki kawałek. Po którymś zakręcie, jak szlak prowadzi, wchodzimy już na śnieżną ścieżkę. Tak będzie przez pewien fragment szlaku -ścieżka-droga-ścieżka-droga. Na tym odcinku trasy mamy możliwość zobaczyć ruiny zamku Freudenstein, które ulokowane są na niewielkim cyplu. Co prawda trzeba się do nich wspiąć, co jest lekkim utrapieniem, jeśli pod nogami mamy niestabilny grunt.

Ja doszłam tylko do momentu skrzynki, mojej ulubionej atrakcji na szlakach. Oczywiście nie mogłam pominąć tego jakże cennego momentu uiszczenia własnej adnotacji o swoim pobycie w tym rejonie. Standardowo, jeśli ktoś natrafi to może dać mi znać!

Z ruin wraca się tą samą drogą co się wchodziło, aby dojść do głównego szlaku. Tutaj zdecydowanie polecam technikę duposchodzenia. Niezawodna, szybka i w pewnej mierze bezpieczna. Kontynuujemy naszą trasę przedzierając się przez mokry śnieg.



Docieramy do kolejnej miejscowości o nazwie Pusta Rudna, z której już tylko rzut beretem na nasz gwóźdź programu jakim jest Anensky vrch (861 m n.p.m.). Po drodze mamy jeszcze kilka naturalnych punktów widokowych, z których rozpościera się widok na majestatyczny Pradziad. Niestety ten widok będziemy mieć tylko przez chwilę, później zostanie on przysłonięty.

Przed wyjściem na otwartą przestrzeń, warto opatulić swoją głowę, gdyż wiatr może nas nieźle wywiać. Nawet przy pięknej, słonecznej pogodzie. Drugą wskazówką jest cenna informacja, aby po wyjściu z lasu podążać dalej blisko drzew. To właśnie przy nich ulokowany jest dalszy szlak i łatwo go zgubić. Nie ukrywam, my go trochę musieliśmy poszukać. Ewentualnie można kierować się do wieży kościoła, który znajduje się tuż zaraz za wyciągiem orczykowym.




Na szczyt można wybrać się jeszcze inną opcją niż my, czyli po prostu Drogą Krzyżową. Wiedzie ona aleją jaworowo-lipową. Jak już wspomniałam na szczycie znajduje się barokowy kościół pielgrzymkowy św. Anny, a na wschodniej części stoku utworzono infrastrukturę narciarską. Ze szczytu kierujemy się żółtym szlakiem w kierunku Ovczego vrchu (966 m n.p.m.).

Trasa od tego momentu jest bardzo lekka, nie ma już ostrych podejść. Po ominięciu ogromnej rudery skręcamy w lewo wraz ze szlakiem i dalej leśną ścieżką nabijamy kilometry. O ile na początku będziemy zachwycać się drogą jaką zmierzamy, o tyle przy końcówce będziemy już narzekać na powtarzalność widoków.

Koniec końców trafiamy na Ovci vrch, czyli drugi w tym dniu, porządny szczyt. W tym momencie słońce nieco uciekło za chmury i powoli zaczyna robić się chłodniej. Została nam już tylko prosta droga w dół, do samiuteńkiej Karlovej Studanki. Po drodze natrafimy na jeszcze jeden punkt widokowy, z którego możemy podejrzeć w pięknym stylu wykonane domy wczasowe ulokowane w miejscowości wcześniej wymienionej, ale również znajdzie się coś dla smakoszy górskich widoków.

Karlova Studanka to miasteczko najwyżej położone w powiecie bruntalskim. Podobno tam jest najczystsze powietrze na skalę europejską. Architektura tego miejsca sprawia jakbyśmy się cofnęli o kilkanaście dobrych lat. Chociaż mi przypomina to trochę nasze polskie uzdrowiska. Warto, naprawdę warto wybrać się w te okolice. Chociażby dlatego, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i dać trochę zdrowia swoim płucom! :)

A teraz standardowo zapraszam na zdjęcia:

Początkowy szlak na Anensky vrch
Punkt widokowy z podejścia



Jeszcze kilka kroków do szczytu


Zejście ze szczytu, kierunek Ovci vrch










Punkt widokowy, po prawej zarysy domów Karlovej Studanki





Karlova Studanka

2 komentarze:

  1. Czytając Twój post jeszcze raz przemierzyłam trasę z Karlovic do Karlovej Studanki, wycieczka świetna, przemierzyliśmy 17 km w scenerii pięknej zimy i z pięknymi widokami ośnieżonych szczytów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to bardziej w nogach czułam jakieś 19 kilometrów, ale warto było. :)

      Usuń