Spacer na pograniczu

Z góry uprzedzam, że będzie to raczej błądzenie i zmienność decyzji. Tak przywitało nas beskidzkie pogranicze, które siódmych potów z turysty raczej nie wyciska. Zabieram Was na spacer nie dający gwarancji na bezpieczny powrót. Panie kapitanie załoga w komplecie, możemy startować!


Drużyna Grzmiącego Kubka!

Zawsze zastanawiałam się, czy genezę powstania nazwy Grzmiący Kubek już opowiadałam czy owiane jest to nadal niezwykłą tajemnicą? Z tego miejsca gorąco pozdrawiam przesympatycznego Arcziego, który możliwe iż zapuści się na mojego bloga. <macham uśmiechając się do ekranu monitora>

Majówkę spędzaliśmy na terenie górnośląskim przygotowując i wytyczając kolejne miejsca, które chcieliśmy zobaczyć. Teoretycznie wszyscy tworzyliśmy jedną burzę mózgów, w praktyce wyglądało to zupełnie inaczej. Młodzież - a zaliczam się jeszcze do niej - szlifowała swoją formę na ścieżkach rowerowych w okolicy zakwaterowania, a dorośli męczyli się z mapami.

Dotarliśmy do przysiółka Jaworzynki zwanego Trzycatkiem. Od samego początku wycieczki napotykaliśmy problemy. Po pierwsze miejsce to było tak małe i niedostatecznie przygotowane pod kątem infrastruktury turystycznej, że pozostawienie samochodu na parkingu graniczyło z cudem. Po drugie, po odzianiu w trapery górskie, zauważyłam że aparat nie jest przygotowany na dzisiejszą wędrówkę. Kompletnie zapomniałam przełożyć kartę z komputera do aparatu, co niestety wiązało się z brakiem zdjęć. Z tego miejsca chcę znowu podziękować Tobiaszowi za poratowanie mnie!



Po pokonaniu problemów zabraliśmy się za pokonywanie asfaltówki. O dziwo szło jak po maśle, co zawdzięczać można przyzwoitej pogodzie. Parówy nie było, zimy również. Było umiarkowanie-przyjemnie. I o taką pogodę zawsze się modlę, gdy wyruszam w góry!

Kwadrans mija, a my docieramy do naszego punktu docelowego jakim jest złączenie granicy Polski, Słowacji i Czech. Przyznam, że patrząc na to wszystko to trochę biednie to wygląda. W sensie ławeczki do posiadówki są, kładka drewniana jest, filary pokazujące państwa są, ale klimatu brak.



Trasa wiodła nas szlakiem zielonym, natomiast po osiągnięciu tego punktu, obieramy inny kolor. Teoretycznie mieliśmy zrobić olbrzymią pętlę prowadzącą przez Czechy do Trzycatka, ale po drodze ukazał nam się kolejny problem. I ten był już sporych rozmiarów. Zanim jednak do niego dojdziemy, a powiem w tajemnicy, że nawet przyjemną trasą, to natrafiliśmy na zwierzę, którego powinniśmy się wszyscy obawiać w górach.

Nie, nie mówię tutaj o niedźwiedziach, rozchodzi się o żmiję zygzakowatą, która dość nieprzyjemnie skończyła swój żywot. Z tej strony chciałam pogratulować Tobiaszowi za dobry, sokoli wzrok. Po ujrzeniu takiego okazu mój mózg później ześwirował i ciągle wypatrywał czy aby na szlaku nie leży kolejna i kolejna i napędzał machinę strachu.

Z takich ciekawostek odnoszących się do tego miejsca to należy wspomnieć o wadze i wzroście trójstyków. Obeliski ważą ponad 800 kilogramów, a wznoszą się na 215 cm. Czyli potęga w czystej postaci. Trzeci obelisk został "podwieziony" przez śmigłowiec. Trasą tą przepływa potok, który posiada aż trzy nazwy. Bierze się to z tego, iż jest on granicznym ciekiem wodnym. W Polsce jest nim Wawrzaczowy Potok, w Czechach - Potok Kubankowski, a na Słowacji - Potok Gorylów.



Po pokonaniu krótkiego odcinka lasu, docieramy do ogromnego placu budowy, który nakazał nam zmianę planów. Będąc pod sporych rozmiarów mostem czułam przerażenie, a opisać tego niecenzuralnymi słowami się nie da. Musieliśmy pogodzić się z odwrotem i szukaniem innych dostępnych wariantów.



Jedynym wariantem jaki nam pozostał był szlak żółty prowadzący asfaltówką przez jedną z czeskich wiosek. Przemierzając szlak i pnąc się lekko w górę mamy jak na dłoni pokazane miejsce, do którego zmierzaliśmy. Trzycatek pięknie klarował się nam na horyzoncie, pokazując przy tym ile jeszcze trasy nam pozostało.

Wioska, do której się zapuściliśmy oczarowała mnie piękną architekturą. Z trudem odrywałam wzrok od domostw, które z prawej do lewej rozciągały się wzdłuż drogi.



Trasa ta nie zalicza się do całodniowych, dlatego polecam znaleźć ciekawe atrakcje znajdujące się w okolicy. My co prawda do najbliższych nie dotarliśmy, natomiast w okolicy miejsca zakwaterowania znaleźliśmy dwa ciekaw obiekty.

Pierwszym z nich jest Cysterski Park Krajobrazowy, w którym odbyliśmy krótki spacerek po zielonych alejkach. Przemierzając na spokojnie park, natknęliśmy się na pozostawione na ziemi dokumenty potrzebne w życiu codziennym. Postanowiliśmy w szybkim tempie odnaleźć posiadacza, który pechowo zostawił swoje prawo jazdy z dokumentem tożsamości. Akcja zakończyła się pomyślnie,

Drugą atrakcją jest Zabytkowa stacja kolei wąskotorowej w Rudach. Mimo, iż miejsce nie należy do dużych obiektów, zdecydowanie godny polecenia. Zwiedzanie jest darmowe, także to jest kolejny plus do oceny miejsca. A na uwagę zasługują niemalże wszystkie maszyny ukazujące lata, w których stacja była oblegana nie tylko ze względów turystycznych.

Tak kończymy majówkowy czas i zmierzamy do pokonywania kolejnych tras!














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz