Załęczański Park Krajobrazowy

I znów ucieczka w przyrodę. Ten dzień był ogromnym przesytem zawdzięczanym florze i faunie. Chcę zaproponować Wam pomysł na wycieczkę w spokojnej i cichej atmosferze. Co prawda z uwzględnieniem własnej mapy, aby na słabo namalowane szlaki nie liczyć. Zapraszam w progi dzikiego Załęczańskiego Parku Krajobrazowego.

Wycieczkę rozpoczynamy w niewielkiej miejscowości o nazwie Załęcze Wielkie. Początkowo ta niewielka osada zagnieździła się po prawej stronie Warty, by po wielu podtopieniach zdecydować zmianę osiedlenia. Po namyśle mieszkańcy postanowili cały swój dorobek przerzucić na drugą stronę, mając przy tym nadzieję na polepszenie swojego gospodarstwa.

Co do samej infrastruktury i ingerencji człowieka w przyrodę to jest tego niewiele, ledwie trzy procent całego terenu zajmują gospodarstwa. To niewielki procent, ale dzięki temu mamy przepiękny, dziki teren - nieskalany miejskim szumem i gwarem.


Absolutnie polecam wybrać się tam w okresie wiosennym tudzież letnim. Przepiękne odcienie zieleni mogą uspokoić niejednego nerwusa, a przy tym naładować ledwo zipiące baterie umiejscowione w naszej głowie. Jako ciekawostkę powiem Wam, iż na tym terenie powstaje osiedle dla seniorów. Czyż to nie jest piękny obszar na spokojną starość?!

Spacerując przez las, pole, las, pole możemy na chwilę zboczyć ze szlaku by napawać się widokiem wartkiej Warty, której koryto ma sporą szerokość. Co prawda teren odizolowany od wielkich miast, ale spieszę z informacją iż nie ma co się martwić o brakujący prowiant. Oczywiście istotnym jest aby mieć przy sobie butelkę wody i coś na przegryzkę, ale jeśli znajdzie się delikwent co o takich rzeczach zapomina, może poratować się niewielkim sklepikiem. Tak, tym obok budowanego osiedla dla seniorów. Albo na wielkiego odważnego można zaczerpnąć wody z rzeki, ale czy to aby na pewno dobry pomysł?


Co prawda nie jest to górzysty teren, po którym bardzo przyjemnie mi się chodzi, ale swoje uroki jakieś posiada. Zatem jak przygotować się na ten szlak? Na pewno odradzam ubieranie swoich ulubionych spodni i butów, gdyż po wyjściu na drogę asfaltową, możecie lamentować nad ich nowym piaszczystym wyglądem.

Plusem tej trasy jest różnorodność. Raz idziesz przez lekko piaszczysty teren, który momentami przypomina drogę jaką pokonywałam idąc nad nasz cudowny Bałtyk. Raz wkraczasz w miejsce urzędowania leśnych zwierząt i możesz stanąć z nimi oko w oko. Czasem też trzeba wysilić swoje mięśnie nóg, by wspiąć się na Górę Zelce o niebagatelnej wysokości 228 m n.p.m.



Jeśli już zastanawiasz się nad opcją wyboru tej trasy to polecam Ci jednak zapoznać się z nią na mapie, gdyż podążanie za czerwoną farbą momentami jest awykonalne. I jestem tym faktem nieco zdumiona, ponieważ teren jest dość fajną inicjatywą do promowania turystyki w naszym kraju, toteż niestety traci swój urok przez złe dbanie, a raczej jego brak.

Załęczański Park Krajobrazowy to nie tylko wtórująca rzeka Warta, ale też licznie umiejscowione jaskinie, których zwykły śmiertelnik nie jest w stanie zwiedzić. Albo są zakratowane albo swoje wejście posiadają poza wyznaczonym szlakiem. Jeśli ktoś jest ogromnym freakiem i zna się na speleologi to zapraszam na eksplorację jaskiń takich jak Niespodzianka, Stalagmitowa, Za kratą czy Szachownica.





Może teraz wypowiem się w temacie zwierzyny zamieszkiwanej na tym terenie. Ano miałam taką przyjemność spotkać się z wieloma osobnikami i nie będę kryła, iż przytrafiały mi się nie lada zawały na ich widok, niespodziewany oczywiście.

Po pierwsze spacerując mamy okazję usłyszeć przepiękny koncert fruwających artystów, wystarczy tylko na chwilę wyłączyć się z rozmów, by delektować się ożywionym ćwierkaniem. Mając ogromne szczęście pierwszy raz w życiu spotkałam na swojej drodze lisa - nie uwzględniam tych w zoo, bo nie wypada. Był dość wyliniały i na moje zdanie "O, lis!" szybko wziął nogi za pas. Przede mną jeszcze sporo nauki, by nie odstraszać od siebie zwierzyny.

Idąc spokojnie końcówką szlaku nagle pod moimi nogami coś zaszeleściło. Tak, zgadza się, zawał serca murowany. W sensie w moim przypadku, bo pewnie niektórzy mają więcej odwagi niż ja sobie mogę wyobrazić. Wracając do owego szelestu, natrafiłam na niewielkich rozmiarów zaskrońca, który również nie był uradowany moim widokiem.

Na sam koniec udało mi się uchwycić lecący klucz prawdopodobnie łabędzi tudzież kaczek, które wcześniej odpoczywały na rzece. I nie, nie uciekły dlatego że ja się zjawiłam, tym razem to nie była moja wina.

Jeśli ktoś jest spostrzegawczy to pewnie ujrzał pięć elementów unoszących się nad rzeką
Zazdroszczę tak świetnego kapitana na pokładzie
Nasz szlak zakończył się w Działoszynie, który niestety jest słaby pod względem przygarnięcia głodnych czterdziestu osób w krótkim czasie. Jeśli już wiecie jak przebiega trasa i co możecie na szlaku spotkać - albo i nie - to teraz czas na Was. Bierzcie rodzinę i śmigajcie w ten malowniczy zielony teren, odpoczywajcie i napawajcie się przyrodą otaczającą!

A tak na marginesie dodam, że trochę słabo wykombinowali z poprowadzeniem szlaku obok ubojni zwierząt.




4 komentarze:

  1. Aaale fajnie napisane, w oryginalny sposób piszesz i ciekawie się czyta :)
    Dziki? Zwierzęta? Jaskinie? No to mamy kolejny cel!
    A to że szlaki nie do końca pozwalają się nie zgubić.. to akurat norma :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To będzie istny Powrót Do Natury :) Dziękuję za miłe słowa! :)

      Usuń
  2. Super relacja :) Góry to nie są ale czasami takie spacery też są przyjemne, można uciec od miejskiego zgiełku i wypocząć. Człowiek w takich miejscach inaczej, myślę lepiej się czuje. Zapraszam także do mnie, ostatnimi czasy przeniosłem się z bloggera na własny serwer w związku z czym funkcjonuję już tylko pod adresem: www.swiat-gor.pl. U mnie tymczasem poza górskimi relacjami trwa konkurs z okazji przenosin (http://www.swiat-gor.pl/konkurs-swiat-gor/). Zachęcam gorąco do udziału i pozdrawiam. Adrian - Świat Gór- Czyli blog o górach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywistością jest, że zaglądam w tak zacne progi. Świetna stronka! :)

      Usuń