Slalomem wśród skał

Do gustu przypadają mi zawsze szlaki, na których coś się dzieje. Chodzi mi o rozmaite formacje skalne, które swoimi kształtami potrafią dać niezłą zabawę z wyobraźnią. To, że my mamy cudowny Szczeliniec i Błędne skały, wie każdy. Ale że Czesi trzymają taką perełkę? Zapraszam na spacer wśród skał.

z widokiem na Skalne Miasto

Nasza trasa rozpoczyna się w czeskiej miejscowości - Teplice nad Metuji. Podążamy za zielonym oznakowaniem mijając Kościół Panny Marie pomocne. Ścieżka zaczyna nabierać leśnego charakteru, by zaraz przerzucić się w całości w naturalną otchłań. Zanim jednak to nastąpi mijamy kolejny punkt, który znajduje się po naszej lewej stronie czyli Camp Kamenec.


Teraz już ostatecznie trafiamy do lasu, który w swoich początkach za przyjemny nie jest. Chłodne i mroczne klimaty towarzyszą nam przez chwilę, by zaraz wyjść na polanę, skąd rozpościera się widok czeskiego miasteczka. Przecinamy jeszcze wyciąg narciarski o nazwie Skiareal Kamenec, gdzie zaczęłam bawić się swoim aparatem latając od jednej rośliny do drugiej.






Za wyciągiem snujemy się przyjemną serpentyną wśród jagód, by osiągnąć pierwszy punkt widokowy. Lokomotiva (610 m n.p.m.) to osamotniony twór skalny, który swoim wyglądem przypomina lokomotywę parową, skąd również wzięła się jego nazwa. W tym miejscu rozpościera się klarowny widok na Skalne Miasto, ze sporych rozmiarów ostańcami skalnymi.

Skalne Miasto


Z widokiem na Skalne Miasto (stoimy na punkcie widokowym Lokomotiva)
Cały czas nasza trasa prowadzi szlakiem zielonym, wśród polany jagodowej. Czesi to naprawdę mają sporych rozmiarów leśne owoce, w dodatku wszystkie krzaki były wypełnione po brzegi. Gdzieniegdzie mijaliśmy całą rodzinkę, której najsympatyczniejszym widokiem były dzieci ledwo wystające ponad jagody, z buziami umorusanymi od tych słodkości.

Jako, że byliśmy w czołówce grupy, musieliśmy się bardzo pilnować co do drogi. Chociaż innych opcji szlakowych nie było, to łatwo było przegapić daną dróżkę. Albo zajść za daleko, tudzież wyjść tak, żeby później męczyć się z nadrabianiem straconych metrów.

Dotarliśmy do drogowskazu Kravi Hora, gdyż na sam szczyt szlak nie prowadzi. W tym miejscu natrafiamy na wielkie skupisko skalnych budowli, coś na znak tych z Czerwonych Wierchów. Chociaż pewna polska rodzina powiedziała nam, że to wygląda jak koniec szlaku do Composteli. Aby przyjemna aura mogła też mnie dopaść, postanowiłam dołożyć jeden z wielu kamyczków na stosik, z nadzieją, że kiedyś tu wrócę.

Takie widoki towarzyszą podczas pokonywania kolejnych kilometrów

Drogowskaz pod Kravi Horą
Z drogowskazu kierujemy się dalej szlakiem zielonym, gdzie według mapy po lewej stronie mamy mijać ostańce skalne o nazwie Trzej Muszkieterowie. Niestety mi osobiście nie udało się ich wypatrzeć ale jeśli ktoś trafi w to miejsce to podaję wieść, że najbliższa skała nazywa się Athos, później Portos i na końcu Aramis. Gdzieś z tyłu jeszcze schowała się Mylady.

Po drodze szlak przecina jeszcze Skalni Potok. Z tego co mi pamięć podpowiada, to zaczyna się trochę trudniejsze zejście ale nie jakieś niepokonane. Po prostu trzeba pilnować się na skałach, gdyż nie każda wydaje się być odpowiednią do postawienia nogi. Gdy już opuścimy trochę wysokości, natrafiamy na rozwidlenie Pod Bludistem gdzie dołącza szlak żółty. My kierujemy się dalej za zielonym oznakowaniem.




Szlak teraz prowadzi utwardzoną drogą, by za jakieś dziesięć minut znowu zaszyć się w leśnych progach. W tym momencie zaczynamy nasze podejście na CAP. Na początek mijamy kamienie i wystające korzenie drzew, by później trafić na utrudnienie ułatwienia. Czesi wymyślili stworzenie drewnianych schodów w miejscu ostatecznego podejścia i niestety schody w tym momencie nie były dokończone. Także trzeba było główkować jak pokonać tę ułatwiającą przeszkodę.

Po przejściu kilkunastu metrów docieramy do kolejnego drogowskazu. W tym miejscu zatrzymujemy się na dłuższy postój z uwzględnieniem wejścia na wieżę widokową. Znajdujemy się na CAP (pol. bocian), którego wysokość to jakieś 786 m n.p.m. Na szczyt punktu widokowego prowadzą okrężne metalowe schody a z wierzchołka rozpościera się przepiękna panorama na czeskie jak i polskie masywy górskie. Plusem zaliczam ulokowanie tablic informacyjnych, gdzie znajdują się konkretne góry.


Wieża widokowa na CAP (786 m n.p.m.)







Z CAP schodzimy szlakiem zielonym. Trasa łatwa, nie ma jakiś trudnych odcinków. Po intensywnym zejściu trafiamy już na spokojną drogę, którą idziemy aż do rozwidlenia. Dołącza do nas szlak zielony, mijamy pierwsze domostwa. Trafiamy do Osada Skaly, gdzie robimy postój jako porę obiadową i zamawiamy konkret do zjedzenia.

Po odpoczynku wybieramy się jeszcze nad pobliskie Cerne Jezirko. Można jeszcze oczywiście pójść do ruin, które (według opowieści zwiedzających) były piękne. My natomiast tam nie doszliśmy, bo nie bardzo wiedzieliśmy gdzie trzeba skręcić i jak tam trafić. Ostatecznie w tym miejscu kończy się etap wędrówki. Pozostaje nam już tylko zejść ponownie do Teplic nad Metuji mijając po drodzę Hubertuv Pramen.

Cerne Jezirko


5 komentarzy:

  1. Świetnie "błądziło" się wśród tych olbrzymich skał, przy cudnych widokach dalekich szczytów. I te połacie jagodowych krzewów, które wzmocniły niejednego wędrowca.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejna odsłona czeskich zakątków u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz wreszcie wyruszam na polskie szlaki, ale od września kolejny powrót do Czech :)

      Usuń
  3. Polecam także wybrać się na Korunę to czeskie Góry Stołowe razem z pobliskimi szczytami, niektóre o bardzo ciekawiej nazwie jak: Velka Kupa, tworzą ciekawe formacje skalne. Bardzo blisko do Koruny z Schroniska Pasterka. Jeśli jesteś zainteresowana zapraszam tutaj: http://www.swiat-gor.pl/koruna-2014/ :)

    OdpowiedzUsuń