Beskid Mały - kolejne wzniesienie do Korony

Zdobycie najwyższego szczytu w Beskidzie Małym było ostatnim wyjazdem w te wakacje. Na szczęście okres wylegiwania się już minął i od września powracam na turystyczne szlaki. Zanim jednak to nastąpi poczytajcie nieco o mojej wędrówce na Czupel. Na szlaku potrafiłam zionąć duchem, ogniem czy czym jeszcze jest to możliwe. Zapraszam!


Wędrówkę rozpoczynamy z Międzybrodzia Bialskiego, gdzie już na wstępie musimy odnaleźć szlak. To jak on jest rozrysowany nieco wyżej od punktu rozpoczęcia woła o pomstę do nieba. Rozumiem, że tereny prywatne i te sprawy, ale żeby nie maznąć trzech kresek na wystającym słupku to brak mi słów. Musieliśmy strzelać, która droga poprowadzi nas w dobrym kierunku i nie zawsze te strzały były celne.

Ale jak już się wyjdzie na prawidłowy szlak, który później rozrysowany jest idealnie, jest ciężko. Robisz pięć kroków, przerwa na głębszy oddech, pięć kroków, kolejna przerwa. Niby to niewielkie wzniesienia a potrafią zmęczyć niejednego wędrowca. Do tego ten niemiłosierny żar z nieba.

Góra Żar i jezioro Międzybrodzkie
Po wyczerpującym podejściu trafiamy na pierwsze wzniesienie o nazwie Suchy Wierch (781 m n.p.m.). Z tego co mnie pamięć nie myli to prawdopodobnie nie ma tam tabliczki o nazwie szczytu, albo gdzieś za gęstwinami się ukrywa. Od tego momentu będziemy stopniowo poruszać się w dół, by zaraz znowu odbijać do góry. Taki już jest urok górołażenia.

Kolejne wyczerpujące podejście wyprowadza nas na niewielką równię, z której trzeba lekko odbić na właściwy szczyt - Rogacza (828 m n.p.m.). Aż do Czupla w ogóle nie natrafiliśmy na jakiekolwiek ruchy turystyczne, ani jednej żywej duszy na szlaku.




Z Rogacza została nam już ostatnia "prosta" na Czupel, od tego miejsca idzie się przyjemnie. Gdzieniegdzie w ubytkach leśnych możemy ujrzeć takie okazy górskie jak Skrzyczne, Babią Górę czy nawet Pilsko, a mając więcej szczęścia - same Tatry.



Kiedy osiągamy wysokość wskazującą na szczyt Czupla, rozgaszczamy się na stosie kamieni i podziwiamy rozległą panoramę. Co prawda szczyt jest w dużej mierze zalesiony, niemniej niektóre partie są po prostu otwarte przez wiatr, który zrobił tutaj niemałą robotę.

Z Czupla udajemy się na ostatni punkt wyprawy czyli Magurkę (909 m n.p.m.), gdzie usytuowane jest schronisko im. prof. Józefa Grzybowskiego, działacza PTT w Katowicach. Po drodze, w miejscu złączenia się czarnego szlaku z niebieskim, można natrafić na jaskinię zwaną Wietrzną Dziurą tudzież Smoczą Jamą.


Zdobyty piętnasty szczyt na liście!

Niczym w Himalajach :)
Skrzyczne
A na Magurce spora ilość ludzi. Zaglądamy tylko na szybki posiłek do schroniska i udajemy się w drogę powrotną. To jakie oni tam posiadają pierogi z jagodami jest istną petardą. Co prawda nie przepadam w górach za takimi słodkościami jako daniem głównym, ale tu się skusiłam i nie żałuję. Polecam każdemu, kto tam chce zaglądnąć!

A droga powrotna się dłużyła i dłużyła. Udało nam się jeszcze kilka sztuk grzybów znaleźć, a tak to ciągle w dół, bez żadnych niespodzianek. Wyszliśmy co prawda spory kawałek od samochodu, gdzie asfaltówką musieliśmy nadrabiać kilometry. Na tym etapie kończymy wakacje, a teraz oficjalnie rozpoczynamy sezon wrześniowy - ogólnie jesienny!




4 komentarze:

  1. Ja kiedyś na Czuplu byłem zimą. Ze szczytu co prawda Tatr nie dostrzegłem, ale kawałek dalej od szczytu, udało mi się Tatry dojrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimą lepsza widoczność niż latem, czystsze powietrze :)

      Usuń