Beskid Żywiecki: Pilsko

Beskidy uwielbiam za wszystkie panoramy, którymi mogę delektować się po zdobyciu szczytu. Choć Babia Góra płata mi ciągle figle i jeszcze nie było mi dane ujrzeć jej piękna, to nie odbiera mi chęci eksplorowania dalszych szczytów tego pasma. Zapraszam na szlaki, których mam po dziurki w nosie, ale i tak jestem w nich zauroczona!



Na trasę wyruszamy szlakiem żółtym z parkingu w Korbielowie. Idąc asfaltówką mijamy ostatnie domostwa wraz z polami namiotowymi i skręcamy na leśną ścieżkę. Szlak odbija na lewo, przechodząc przez most, który przecina wartki potok Buczynkę. Po drodze towarzyszą nam wyrzeźbione z drewna sporych rozmiarów grzyby. Zaczynamy trawers zboczem Czarnego Gronia.


Potok Buczynka
W lesie odczuwamy sporą wilgotność wynikającą zapewne z poprzedzających ten dzień ogromnych ulew, które opanowały Górny Śląsk. W tym miejscu rozpoczyna się dość mozolne podejście, które nijak nie chce się skończyć. Gdzieniegdzie, przecinając polną drogę, mamy prześwit na pobliskie pasma, które w niewielki sposób raczą nasze oczy.


Trafiamy jeszcze na wycinkę drzew, zatem nasze podejście nieco się opóźnia. Mijamy sporych rozmiarów maszyny i docieramy do miejsca, w którym łączymy się ze szlakiem z Korbielowa Kamiennej. Jest możliwość zrobienia sobie krótkiego postoju, natomiast my kierujemy się już w stronę Hali Miziowej. Dalej nasz szlak prowadzi lasem.

Po około półtorej godziny docieramy na rozległą polanę z przepiękną panoramą. To tutaj skupia się cała infrastruktura narciarska Pilska. Znajdujemy się na wysokości 1330 metrów i to tu będziemy odpoczywać z widokiem na majestatyczną Babią Górę. Co do schroniska, to czułam się w nim bardzo obco, raczej przypominał mi on hotel. A ja bardzo cenię klimatyczność górskich budynków.

Babia Góra


 Z Hali Miziowej na Pilsko kierujemy się za szlakiem czarnym. To w teorii, bo w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Postanawiamy totalnie ściąć trasę narciarską, dzięki czemu oszczędzamy sporo na czasie. Co prawda jest ostrzejsze podejście, ale nie ma tych upierdliwych kamyków, wyrzucających z rytmu podejściowego.

Co krok zatrzymujemy się w celu kolejnego zerknięcia na panoramę, która takiego kopa energii potrafi zaserwować. Nasza trasa prowadzi równolegle do szlaku, także nie ma się co martwić o jakiekolwiek zabłąkanie. W drodze powrotnej widzieliśmy, że właśnie więcej osób wybierało nasz wariant niżeli ten "petetekowski".

W dole Hala Miziowa ze schroniskiem
Podejście na Pilsko (jeszcze po stronie polskiej)
Podejście zaczyna się przy kosodrzewinie i prowadzi do pierwszego otwartego terenu Góry Pięciu Kopców (1542 m n.p.m.), z którego możemy już powoli ujrzeć co nasz czeka na samiuteńkim szczycie. Do polskiej panoramy docierają dodatkowo pasma słowackie.

Po około pół godzinie od schroniska docieramy na drugą co do wielkości górę w Beskidzie Żywieckim - Pilsko (1557 m n.p.m.). Szczyt ten należy do Słowaków. Ludzi na szczęście brak, dzięki czemu możemy rozłożyć się gdzie tylko chcemy i podziwiać widok ile tylko chcemy. Pogoda co prawda nie jest iście wakacyjna, zebrał się zimny wiatr, ale dla nas to lepiej. Nie musimy, na szczęście, w wielkim skwarze pokonywać trasy.

Widok na Babią Górę

Tą dróżką będziemy wracać.
W drodze powrotnej wracamy już tymi nieszczęsnymi kamieniami usytuowanymi na szlaku czarnym. Docieramy ponownie do Hali Miziowej, z której odbijamy na szlak zielony, którym będziemy długi czas przemierzać. Tutaj dopiero pierwszy raz spotykamy się z informacyjną tablicą o niedźwiedziach, na które można trafić podczas wędrówki.

Mijamy odbijającą na prawo bazę namiotową z Katowic i idziemy dalej za szlakiem. Pilsko zostawiamy z tyłu, co prawda mając jeszcze na niego wgląd. Trasa, którą aktualnie pokonywaliśmy przy zejściu jest monotonną i długą trasą, dlatego polecam ją bardziej do zejść niż wejść.

Z zielonego szlaku przenosimy się przy drogowskazie na szlak czarny. Nie powiem, nogi powoli wchodzą nam w cztery litery. Na trasie nic się nie dzieje, żadnych oznak ludzi. Jakby wszystko zmierzało i pozostało na wieki w schronisku.


Pilsko

Na zdjęciu widać miejsce, w którym my nieco zabłądziliśmy. Nie ma tam oznakowania dlatego TU informuję, że należy skręcić na ścieżkę w lewo.
Zejście mimo, że monotonne i długie, to dało nieźle po kolanach. Po tej wyprawie wołały o pomstę do nieba. Już w ostatniej fazie, kiedy przerzuciliśmy się na ostatni szlak jakim był niebieski, byliśmy tak wyczerpani, tak znużeni, tak głodni, że z ogromną ulgą i chęcią zasiedliśmy do posiłku. Ostatnie metry wyczerpującego asfaltu, gdzie nogi same szły a reszta ciała zostawała lekko w tyle, były moimi jednymi z najgorszych momentów w życiu.

Podsumowanie: Pilsko jako Pilsko podobało mi się ze względu na panoramy i miejsce na wypoczynek. Schronisko nie będzie na mojej liście ulubionych, gdyż jako turysta przemierzający szlaki, czułam się jak w jakimś ekskluzywnym hotelu. Co nie było komfortowe. Szlaki - o nich to ja nawet siły nie mam mówić, nie cierpię ich. Ale satysfakcja z wędrówki była! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz