V Opolski Festiwal Gór

Już rok zleciał odkąd dzień po dniu biegałam z bananem na twarzy do sali NCPP słuchać prelekcji osób, które w moich oczach nabierały kształtu bohaterów. Jeśli ktoś jeszcze nie widził relacji zeszłorocznej, odsyłam Was TU. A Ci, którzy mają już to za sobą zapraszam na tegoroczne emocje złączone w jeden maraton.


Kiedy nadszedł poniedziałek, a co za tym idzie, tydzień w którym rozpoczyna się festiwal, miałam totalnego lenia. Zaklinałam, że nie pójdę, zapierałam się nogami i rękami, że nie chce mi się. W końcu przełamałam to okrutne zachowanie i wyszłam - dokładnie w środę o godzinie 17:30.

Dzień 1 - z reguły gdy zbliżał się festiwal, ja zawsze patrzyłam na rozpiskę kto kiedy będzie, a i tak po czasie namysłu szłam na wszystkie prelekcje. No dobra, nie wszystkie, ale większość. I tak było w tym przypadku. Miałam sobie odpuścić środę, bo tematy mi nie odpowiadały, aż doszłam do wniosku, że po co będę siedzieć w domu i zapewne nie wykorzystam tego czasu w sposób należyty. I tak oto pojawiłam się o 17:30 w sali NCPP na wykładzie Renaty Ruman-Dzido, która w świetny sposób przekazywała wszelakie emocje jakie towarzyszyły jej w trakcie wspinaczki, a tej aktywności było bardzo dużo. Opowiadała o zdobyciu Nordkante, Delfinat, Grazer Belgrand, Dolomitów oraz Arko, okraszając historię odpowiednim napięciem i dramaturgią. Następnie swój czas miał Jacek Krzemiński, który opowiedział o wejściu na Grossglockner i o tym, że każdy kto chce zdobywać góry wysokie, może to zrobić. I na koniec zostałam jeszcze na prelekcji Jarosława Cieślińskiego "Dufour i nie tylko. Na dachu Alp". Porównując wszystkie trzy wystąpienia do całościowego festiwalu były one dobre z domieszką bardzo dobrych. Natomiast poziom wzrósł w następnych dniach...


Dzień 2 - tak samo go rozpoczęłam jak ten wyżej wymieniony. Odpuściłam sobie prelekcję o hipoksji w górach i wybrałam Danutę Piotrowską "K2 1986". Przyznam się bez bicia, że kompletnie ale to kompletnie nie miałam pojęcia o tegorocznych gościach biorących udział w  festiwalu. Jakim zdziwieniem było, że Danuta Piotrowska jest żoną tego Piotrowskiego, wybitnego himalaisty. Zatem biję się w pierś za brak informacji. Co do prelekcji był to zlepek historii, które działy się w latach młodzieńczych Tadeusza, o wielkiej miłości z Danutą i wyprawach, które pochłonęły go całym sobą. Następnie na scenie pojawiła się Ola Dzik. To przy jej prezentacji patrzyłam ze zdumieniem na wszystkie zdjęcia, na których była ukazana wyprawa na Kohe Tez w Afganistanie. Pełen podziw i szacun. No i zaczął się emocjonujący wieczór. Otóż na scenie pojawiły się dwie kobiety. Siedząc w pierwszym rzędzie nie miałam pojęcia jak ja to wszystko wytrzymam. Jestem wrażliwym człowiekiem i wszelkie historie o tragedii i miłości przyjmuję ze łzami w oczach. Tak było i tym razem. Gdy usłyszałam głos Ewy Berbeki pomyślałam, że to anioł przemawia. Ciepło, które biło od jej osoby, sprawiało, że coraz bardziej musiałam pilnować się z wybuchem emocjonalnego płaczu. Po wystąpieniu, które według mnie trwało za krótko, podeszłam do Ewy Berbeki i Beaty Sabały-Zielińskiej z dwoma książkami prosząc o dedykację. Aby w lepszy sposób potraktować panią redaktor, postanowiłam wziąć ze sobą jej współautorską książkę "Zakopane Odkopane" pokazując jej przy tym, że książkę czytało się wyśmienicie. W przypadku spotkania z Ewą Berbeką diametralnie głos mi się załamał, nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa, gdyż moje emocje pod postacią bomby mogłyby w szybki sposób eksplodować. Także łamiącym się głosem powiedziałam, że nazywam się Karolina i na tym poprzestałam. Nie potrafiłam jej podziękować za książkę, potrafiłam tylko uśmiechnąć się z napływającymi łzami do kącików oczu. Na koniec podałam jej rękę i dostałam przepiękny prezent pod postacią mocnego uścisku, który sprawił, że poczułam się silniejsza. Dziękuję Pani Ewie i Pani Beacie za piękny wieczór.


Dzień 3 - był równie emocjonujący co poprzedni, gdyż na pierwszą prelekcję, na której się pojawiłam, została zaproszona Agnieszka Korpal, narzeczona Tomka Kowalskiego, który wraz z Maćkiem Berbeką nie wrócili z Broad Peaku. Spotkanie z tą osobą było czymś przyjemnym, dawką motywacji. To jakie ta kobieta ma plany i w jaki sposób je realizuje jest piękną pasją, którą z wielką chęcią chcę podziwiać. Zdobyła Koronę Gór Polski na rowerze ustanawiając przy tym pierwszy rekord, gdyż jako jedyna pokonała tę trasę w 16 dni. Napisała również książkę wraz z Tomkiem, którą oczywiście zapisuję na listę prezentów świątecznych. Następnie zagościli na scenie Natalia Tomasiak i Marcin Świerc. Opowiedzieli o Skyrunningu i swojej pasji, która względem zwykłego człowieka jest hardkorem. Osiągnięcia Natalii postanowiłam śledzić prywatnie, bo swoją prelekcją przekonała mnie do siebie. Zresztą w prywatnej wiadomości podziękowałam jej za spotkanie. Jeśli również chcecie poznać twardą dziewczynę i nieprześcignionego faceta to zapraszam na ich strony facebook'owe NATALIA i MARCIN. Kolejno na scenie pojawił się Yeti, taki prawdziwy. Nieustraszony, wiszący często na linie przy pionowych ścianach. Marcin Tomaszewski, bo o nim mowa, w prześwietny sposób opowiedział o swojej pasji, o tym jak wytycza własne ścieżki wspinaczkowe i o.. potrzebach fizjologicznych w ścianie. I na koniec gwóźdź programu - chociaż w dzisiejszych czasach kojarzy się to raczej z wpadką - Krzysztof Wielicki. Ten Wielicki, którego karierę ślędzę od dłuższego czasu. Powiem tak: "Marzenia się spełniają". Myślę, że ta sentencja oddaje moje zdanie odnośnie spotkania z Krzysztofem. Ten festiwal był bardzo obfity w dedykacjach i autografach, z czego jestem niezmiernie zadowolona. Nie robiłam zdjęć, bo nie czułam takiej potrzeby.


Na ostatnim dniu festiwalu nie mogłam się pojawić, gdyż w tym czasie miałam pttk-owską wycieczkę w Czechy. Podczas wędrówki miałam kilka rozmyślań odnośnie tego wydarzenia. Jeśli czyta tą relajcę ktoś z organizatorów to mogę sypnąć pomysłami kogo można zaprosić na przyszły festiwal (nieskromnie mówiąc). Nie obraziłabym się, gdyby ALE LUFA! odwiedziła opolskie zakątki, Kinga Baranowska opowiedziała o zdobywaniu gór wysokich, Andrzej Bargiel dał lekcję jazdy w ekstremalnym terenie. To by było na tyle z mojej strony! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz