Wzgórza Lewińskie

Czołem! Zgubiłam gdzieś po drodze powera, który pozwalał mi na swobodniejsze pisanie. Lekko mnie przyblokowało i nie czuję już tej świeżości, co przy pierwszej relacji, jaką umieszczałam na tej stronie. Wstęp do tego wpisu męczę już drugi dzień, a i tak nie wyszedł zachęcająco. Postaram się więcej energii włożyć w dalszą część, zatem usiądź wygodnie i czytaj!


Spokojnie, spokojnie to tylko ogrodzenie.

Wędrówkę rozpoczynamy od uwiecznienia na zdjęciach przepięknego wiaduktu w Lewinie Kłodzkim. Z tego co się orientuję i o ile wiadomości w internecie nie kłamią, to od 2013 roku został wznowiony ruch kolejowy na tym obiekcie, także wszystkim podróżnym tychże linii bardzo zazdroszczę widoku. Most ten został stworzony przez włoskich inżynierów, rozciąga się na długość 120 metrów i posiada tylko jeden tor. Jako ciekawostkę dodam, że był on często wykorzystywany w polskich filmach oraz posiada swoje odwzorowanie w jednej z gier.


Wiadukt w Lewinie Kłodzkim
Przechodzimy całą długość Lewina i rozpoczynamy śnieżne przekopywanie się przez śnieg. Tym razem trafiliśmy na to szczęście, że po naszym szlaku wcześniej ktoś już dreptał i jako tako mamy odwzorowanie śladów, zatem wielkiego zapadania się nie było. Chwała Panu! Obieramy kolor zielony, którym będziemy tylko podchodzić do złączenia z czerwonym. Początek prowadzi wzdłuż pól, by później wyjść na otwartą przestrzeń.


Podejście szlakiem zielonym
Próbuję złapać Strusia

Docieramy do Rozdroża nad Lewinem Kłodzkim (459m n.p.m.) gdzie żegnamy się z towarzyszącym nam szlakiem niebieskim i kontynuujemy śniegołażenie szlakiem czerwonym. Wkraczamy na otwarty teren i białymi polanami udajemy się w stronę Przełęczy w Grodźcu (709m n.p.m). Niestety ze słońcem pożegnaliśmy się zaraz po przekroczeniu granicy dolnośląskiego województwa i dane nam będzie ogrzewanie się tylko herbatą z termosu. Na przełęczy robimy sobie postój.


Jeszcze ostatnie spojrzenie na widok
Przełęcz Lewińska (525m n.p.m)

Zaciekawił nas kolejny "mini" wiadukt
Mama "czarna kropka" w natarciu
Czasami góry się wyłaniają, czasami
Zimowy krajobraz
Jako dowód, poruszamy się już szlakiem czerwonym
Zimowa polana


Świstaki w natarciu
Pierwszy oficjalny odpoczynek


Zostaje nam już tylko do pokonania kilkaset metrów, by osiągnąć najwyższą kulminację Wzgórz Lewińskich - Grodczyn (803m n.p.m.). Jako, że byliśmy chyba jedynymi osobami w tym dniu, na tym szlaku, mieliśmy okazję napotkać leśną zwierzynę. Początkowo sarny biegły naszym traktem, a gdy już schodziliśmy z góry, między drzewami ukazał się dorodny okaz łosiopodobnego zwierzęcia.





Zejście z samego Grodczyna pokonuję błyskawicznie, gdyż niczym zając przeskakuję duże zaspy śnieżne. Gdyby nie śnieg, mogłabym już kilka razy leżeć na tej drodze. Wychodzimy na prostą ścieżkę, którą zmierzamy do ruin zamku. Po drodze wyłania nam się otwarta przestrzeń, na której niemiłosiernie wieje mroźny wiatr. Mimo to zatrzymujemy się w celu uwiecznienia samotnej ławeczki na wzgórzu.


Przyjemnie tak usiąść i podziwiać
Kątem oka dostrzegamy nasz kolejny punkt, ale by do niego dojść, trzeba pokonać zmrożoną i oblodzoną drogę. Niektórzy robią to perfekcyjnie, bez żadnego zawahania. Niektórzy, jak ja, lubią bliskość z naturą i udają śledzia tudzież szczupaka. Pierwsza "gleba" w tym roku zaliczona. Docieramy pod wzniesienie Gomoła (733 m n.p.m.), które to będziemy właśnie przejmować. Na szczycie znajdują się pozostałości Zamku Homole. Do obecnych czasów zachował się jedynie niszczejący fragment wieży oraz kilkumetrowy mur zewnętrzny. Jako ciekawostkę podam, że na tym terenie prowadzone były dwa razy prace archeologiczne, czego wynikiem było odnalezienie fragmentów ceramiki.


Gomoła z ruinami Zamku Homole
Ruiny Zamku Homole



Nawis śnieżny na ruinach
Jeśli chodzi o wyprawę to by było na tyle, pozostaje nam już tylko bezpiecznie dojść do Dusznik Zdroju, gdzie w tym samym czasie odbywały się Mistrzostwa Europy w biathlonie. Gdy dotarliśmy do rynku, przy wielkim telebimie stało tylko pięć zainteresowanych osób, reszta pewnie była na trasie. Na początek odwiedziliśmy bar mleczny, w którym mieliśmy tylko pół godziny na posiłek, gdyż zbliżała się godzina zamknięcia. Później udaliśmy się do części zdrojowej, w której dostarczyliśmy organizmowi sporej ilości cukru pod postacią gorącej szarlotki z lodami. Jedzenie dobre, niemniej obsługa okropna. Czekaliśmy piętnaście minut na to, aż ktoś do nas podejdzie i weźmie zamówienie. Kolejne piętnaście minut na jedzenie, a na sam rachunek to już nam się czekać nie chciało, więc wybraliśmy się osobiście do kasy! Zero szacunku dla klientów, zero! Niestety nie pamiętam nazwy tej restauracji. I tym nieco słabszym, ale nadal optymistycznym akcentem kończymy wyprawę po Wzgórzach Lewińskich. Trzymajcie się ciepło i do następnego!

10 komentarzy:

  1. Fajna wyprawa! Może górki niewielkie, ale te ruinki przykuwają wzrok. Ten wiadukt podobny trochę do tego, co jest obok Srebrnej Góry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam takie wiadukty, a ten w Srebrnej Górze jest moim ulubionym. :)

      Usuń
  2. A gdzie zdjęcie ze szczytu ???

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię te tereny. Trochę w cieniu okolicznych pasm, trochę na uboczu, ale być może właśnie przez to pełne magii i jakiegoś odosobnionego kolorytu. A taki Lewin Kłodzki, położony prawie w ich centralnej części, to niemalże całkowicie zapomniane miasteczko. Jakby z innej czasoprzestrzeni :)
    Ładne zdjęcia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. "Zaciekawił nas kolejny "mini" wiadukt" - Ciekawie to jest w cieplejsze pory roku, gdy trzeba przejść nim na drugą stronę ;) Bo wtedy niemal zawsze jest zalany wodą, i trzeba skakać po pojedynczych wystających kamieniach lub inaczej sobie radzić jeżeli nie chcemy mieć przemoczonych butów ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. PTTK Strzelin zaprasza do wędrówek po Wzgórzach Lewińskich.
    W 2016 roku powstało trochę nowych szlaków:
    - żółty: Kudowa-Zdrój - Jarków - Taszów,
    - czarny: Kudowa-Zdrój - Brzozowie,
    - niebieski: Dańczów - Jarków,
    - czarny: Lewin Kłodzki - Duszniki-Zdrój.
    Więcej o nowych szlakach na:
    http://pttk-strzelin.pl/szlaki/

    OdpowiedzUsuń
  6. Idąc nowym szlakiem niebieskim od Lewina Kłodzkiego do Dańczowa, napotkamy kolejny "mini" wiadukt. :)

    OdpowiedzUsuń