Technik Obsługi Turystycznej - moje cztery lata w szkolnej ławce

Powiem tak. Od jakiegoś czasu chodzi za mną temat mojej edukacji, ciągle biję się z myślami czy on nadaje się do publikacji, czy kogoś będzie to interesować. Kiedy rozpoczęłam pisanie na blogu, bardzo często dzieliłam się swoimi luźnymi myślami. Później, gdy nastała epoka dojrzałości, moje drzwi z uzewnętrznianiem się zamknęłam na cztery spusty. Teraz postanowiłam uchylić nieco wrota i powiedzieć o swoim czteroletnim doświadczeniu. Wiem, że tematem nie wpasowałam się w większość czytelników, ale może ktoś skorzysta z tego wpisu. Zapraszam!

fot. Agnieszka Zwolińska

POCZĄTEK



Ano, początek w tej historii jest bardzo ważny, bo dzięki niemu odkryłam wszystkie potrzebne mi karty. Nie wiem czy to nadal funkcjonuje, ale gdy ja kończyłam etap gimnazjalny, wszystkie wyniki wpisywało się do specjalnego systemu, który automatycznie wysyłał je do szkół, gdzie składaliśmy podanie. Jestem pechowcem w tej sprawie, bo ten nieszczęsny system postanowił ze mną się pobawić. Zostałam wyrzucona z jednej szkoły, później z drugiej, a do trzeciej nawet nie dotarły moje wyniki. Jako dziecko (tak, czułam się jeszcze dzieckiem) musiałam ogarnąć wszystkie sprawy w jeden dzień, bo jak wiadomo wakacje są beztroskim czasem, gdzie szkoła to słowo, które nie istnieje w podwórkowym słowniku. I tak pojechałam na drugi koniec mojego rodzinnego miasta, by dowiedzieć się więcej o swoim losie. Postanowiłam walczyć, udowodnić innym, że potrafię. Po rozmowie z Panią Dyrektor byłam oficjalnym uczniem na liście, co zaowocowało wielkim przewrotem w moim życiu.

STEREOTYPY


Bardzo borykałam się ze stereotypami, że technikum jest miejscem słabym, gdzie nie rozwinę się a moja wiedza zamiast rosnąć, będzie spadała w dół. Przez to miałam wiele dylematów czy robię krok ku rozwojowi czy może się cofam. Często słyszałam również, że technikum jest miejscem do zabawy a nauka jest tam marna. Jeśli uczymy się tego co lubimy, to wszystko dla nas będzie jedną wielką zabawą i ja z tego czerpałam ogromne korzyści. Mówili również, że w liceum to muszą się więcej uczyć od innych szkół. I tu pies pogrzebany. Prawda jest taka, że to właśnie szkoły, w których szkolimy się do zawodu mają więcej pracy. Zamiast tych podstawowych przedmiotów, a co za tym idzie, również maturalnych musimy uczyć się jeszcze przedmiotów zawodowych. Co prawda mamy jeden rok więcej, natomiast oprócz matury czekają nas jeszcze egzaminy zawodowe.

NAUKA I PRZEDMIOTY ZWIĄZANE Z ZAWODEM


Moją największą przyjemnością był czas spędzany na lekcjach zawodowych. Wtedy rozwijałam się pod względem kreatywności, pracy w grupie, pokonywałam słabości i kreowałam wyobraźnię. Te lekcje pozwoliły również odkryć to, co zawsze ukryte jest za drzwiami tego dorosłego świata. Cztery lata, które spędza się w technikum na moim kierunku wyglądają następująco:

  •  I klasa - uczymy się wszystkich przedmiotów podstawowych oraz przedmiotów wprowadzających w zawód.
  • II klasa - odpadają przedmioty podstawowe (tj. chemia, fizyka, podstawy przedsiębiorczości, podstawy turystyki, itp.), zostaje duży nacisk na przedmioty zawodowe oraz wybieramy fakultety z rozszerzeń maturalnych (geografia/biologia, niemiecki/angielski)
  • III klasa - zwiększona nauka na przedmiotach zawodowych, zmniejszona na ogólnych
  • IV klasa - przez pierwszy semestr duży nacisk na zawodowe przedmioty, w drugim semestrze wszystkie odpadają i uczymy się tylko tych, co są na maturze.
Jeśli chodzi o przedmioty związane z zawodem to uczymy się: podstaw turystyki, organizacji imprez i usług turystycznych, geografii turystycznej, angielskiego/niemieckiego zawodowego, podstaw działalności gospodarczej, podstaw przedsiębiorczości, obsługi turystycznej, obsługi informacji turystycznej, animacji czasu wolnego, marketingu usług turystycznych i to chyba tyle.

Jest bardzo dużo pracy podczas tych czterech lat, ale jeśli jesteś osobą na odpowiednim miejscu, to nawet nie będziesz musiał/a uczyć się po nocach. Ja przez te cztery lata uczyłam się tylko do kartkówek i sprawdzianów z przedmiotów niezwiązanych z zawodem. Reszta wiedzy jaką zdobyłam była przez aktywne uczestniczenie w lekcjach i zaangażowanie w takim stopniu, że mój mózg pozwalał wchłonąć wiedzę.

fot. Agnieszka Zwolińska

PRAKTYKI


Czas, w którym mamy wiele możliwości. To od nas zależy jak spędzimy miesiąc na próbowaniu się w przyszłym zawodzie. Mój rocznik szedł jeszcze tokiem, gdzie już od pierwszej klasy rozpoczynaliśmy praktyki. Swój pierwszy angaż miałam w biurze podróży, gdzie uczyłam się (a raczej taki był zamiar) jak funkcjonuje biuro podróży, jak tworzy się wycieczki, schemat rozmowy z klientem i sprzedaż imprez. Najmniej jestem zadowolona z tych praktyk. W drugiej klasie miałam to ogromne szczęście, że dostałam się na projekt Erasmus+, gdzie mogłam wyjechać na miesiąc zbierać doświadczenie w przepięknej mieścince Sos del Rey Catolico w Hiszpanii. Najmilej wspominam ten okres w moim życiu, a wycieczki z tego miejsca możecie znaleźć pod etykietą "Hiszpania". Tam pracowałam jako animator czasu wolnego oraz można tak to nazwać - opiekun wycieczek. Miałam styczność z różnorodnością jeśli chodzi o dzieci i z każdej grupy byłam zadowolona. Miałam jeszcze miejsce pracy w miejscowej świetlicy, gdzie spędzałam czas z milusińskimi mieszkańcami Sosu. No i trzecia klasa to już były zajęcia praktyczne, które zaliczałam w MIT czyli Miejskiej Informacji Turystycznej. To był mój świadomy, własny wybór by się tam udać i nie żałuję ani minuty spędzonej w tym miejscu. Poznałam wiele ciekawych ludzi, miałam możliwość kontaktu z obcokrajowcami oraz dowiadywałam się interesujących rzeczy o moim rodzinnym regionie. Podczas tych wszystkich praktyk każdy uczeń musi wypełniać dzienniczek, w którym opisujemy swoją aktywność i na zakończenie jest krótka opinia od osób nas przyjmujących z oceną końcową.

EGZAMINY


Czyli część, która podsumowuje zdobytą wiedzę. Oba egzaminy (a podczas tych czterech lat mamy dwa) składają się z teorii i praktyki. W T.13, bo taką sygnaturę posiada nasz zawód, w teorii mamy 40 pytań testowych (wszystkie zamknięte), z których musimy uzyskać minimalnie 50%, żeby zdać tę część. Praktyka jest nieco trudniejsza, tu musimy się wykazać większą wiedzą. W zależności co sobie egzaminator wymyśli my musimy stworzyć program wycieczki w oparciu o zlecenie jakie wysłał nam klient. Dodatkowo trzeba pobawić się matematyką czyli robimy kalkulację (tutaj najwięcej traci się punktów) i w zależności z czego jeszcze chcą nas sprawdzić. Ja miałam do napisania zamówienie bodajże na transport. Tu już jest cięższy próg czyli trzeba uzyskać 75%, by otrzymać świadectwo ukończenia egzaminu T.13. On z reguły odbywa się chyba pod koniec klasy trzeciej, gdzieś w okolicach czerwca. Ostatnim jest T.14, który również składa się z teorii i praktyki i według mnie jest o niebo łatwiejszy od swojego poprzednika. Tu również musimy uzyskać minimalny pułap 50% z teorii i 75% z praktyki. Teoria w sumie nie różni się niczym innym od T.13 a nawet zdarzają się te same pytania (u mnie było to o dom kuracyjny z inicjatywy Haffnera). Natomiast praktyka jest zupełnie inna i z większą papierologią. Naszym zadaniem jest zrobienie karty rozliczeniowej, wypisanie (w moim przypadku) vouchera, przetłumaczenie z angielskiego na polski oraz wypełnienie umowy. Mogę się nieskromnie pochwalić, że ten egzamin zdałam na stówkę! Odbywa się on w styczniu, czyli na zakończenie pierwszego semestru. 

fot. Agnieszka Zwolińska

CO DALEJ..


Też chciałabym znaleźć odpowiedź na to pytanie. Przede mną matura, egzamin dojrzałości, a ja dalej nie wiem co bym chciała w życiu robić. Rozmyślałam, by podjąć się przodownika, zagłębić się w kurs przewodnika sudeckiego, może rozpocząć coś związanego z pilotażem. Studia? Jeśli znajdę odpowiedni dla siebie kierunek, to bardzo chętnie. Na razie pozostaje mi ten blog, który będzie nakierowywał mnie na turystykę i przypominał o tych pięknych chwilach. 

Jeśli chcesz, bym wypowiedziała się w jakimś temacie, bądź masz pomysł na nowy wpis to pisz do mnie śmiało. Jestem otwarta na wszelkie propozycje. Wszystkie portale społecznościowe znajdziesz po prawej stronie, ewentualnie w komentarzu masz duże pole do popisu.

Życzę miłego dnia i jak to się u nas pisało "z turystycznym pozdrowieniem".

2 komentarze:

  1. Gdybym na etapie gimnazjum wiedziała, co chcę w życiu robić, też pewnie bym wybrała technikum. Wbrew pozorom jest to dobra opcja. Pod warunkiem, że ma się plan na przyszłość. Gdybym wtedy wybrała technikum, to pewnie dalej bym siedziała na politechnice. Cóż, nie ma co wracać do przeszłości...
    Jeśli chodzi o studia, to zapraszam do przeczytania tekstu, który niedawno wrzuciłam na bloga (https://idayvuelta-jula.blogspot.com/2017/03/krajoznawstwo-i-turystyka-historyczna.html) Może niekoniecznie Cię zachęci do nauki, ale przynajmniej będziesz mogła sobie wyrobić jakieś zdanie i podjąć taką decyzję, której później nie będziesz żałować. Najważniejsze to iść za głosem serca. Naprawdę. Życie jest zbyt krótkie, a świat zbyt piękny, żeby robić coś, czego się nie lubi. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie rozmyślałam nad studiami z kierunkiem turystycznym, także rozglądnę się szczegółowo i zapoznam się z Twoim tekstem. Dziękuję :)

      Usuń