Zimowym razem na Czernicy

Czernicę odwiedziłam już dwukrotnie. Za pierwszym razem było to przyjemne, wiosenne wędrowanie. Drugie, które właśnie staram się opisać, było walką z lodem. O tym, że Czernica ma dwa wymiary, jest piękna w każdym calu, znajduje się w moim ulubionym paśmie górskim wspominać już nie muszę, zatem odkryjmy jej mroczniejszą stronę. Zapraszam!



Wędrówkę rozpoczynamy w Starym Gierałtowie, z którego pierwszy raz robiłam podejście w Górach Bialskich. To, że jeżdżę na wycieczki z klubem górskim ułatwia mi odkrywanie wszystkich zakątków, bez zmartwień o transport powrotny. Poruszamy się szlakiem niebieskim i już na wstępie go gubimy. Jedni podchodzą lekko pod górę, by go ujrzeć w oddali. Inni sprawdzają te niższe tereny. Ja natomiast przeciskałam się przez las jak zabłąkany człowiek i nie wiedziałam, za którą grupą się udać.


Po pierwszym podejściu czeka nas stopniowe poruszanie się do góry. Ten etap trasy nie jest szczególnie wymagający, zwłaszcza, że droga jest szeroka. Gdzieniegdzie przebijają się nowe ambony leśne postawione blisko szlaku. Gdy już osiągniemy wysokość powyżej 800 metrów, po lewej stronie ukaże się drogowskaz kierujący na skały zwane Trzema Siostrami. Wystarczy lekko zboczyć ze szlaku niebieskiego i za około 200 metrów powinny być widoczne skałki.

Trochę przypomniała mi się trasa na Jagodną



Wychodzimy już na drogę, którą czasami poruszają się również zmechanizowane pojazdy. Tak było i tym razem. Brodząc w śniegu uczuliśmy ulgę, gdy samochód wydeptał nam ślady. Ale również zagalopowaliśmy się za bardzo i przez to przegapiliśmy skręt na szlak żółty. Doszliśmy zatem na Przełęcz Dział, gdzie znajduje się chatka, w której można zrobić sobie przerwę. Tutaj również zorientowaliśmy się, że nie ma szlaku, który miałby nas zaprowadzić na Czernicę.

Przełęcz Dział (922 m n.p.m.)
Nastąpiło cofnięcie załogi i już każdy prawidłowo obrał kolor żółty. Dla osób idących z tyłu przygotowaliśmy sporych rozmiarów strzałkę zrobioną na śniegu. Mam nadzieję, że była widoczna. Teraz już ostatecznie poruszaliśmy się szlakiem, którym powinniśmy dojść na samiuteńki szczyt Gór Bialskich. Po około czterdziestu minutach od Przełęczy następuje mocne ścięcie szlaku widoczne na mapie, nieco mniej widoczne w terenie. Po prostu szlak ucieka w bok do lasu i tu zaczyna się zabawa na stromym, oblodzonym podejściu. Dzięki uprzejmości Pani Eli miałam możliwość użycia małych raczków na butach, które znacznie ułatwiły mi podchodzenie.

Po wyjściu z lasu czeka nas już tylko krótkie przejście po płaskim do wieży widokowej, którą podziwiamy z oddali. Niestety warunki pogodowe uniemożliwiły nam podziwianie widoków, ewentualnie w grę wchodziła wyobraźnia. Ja na szczęście byłam na Czernicy zeszłego roku, przy pięknej pogodzie góry prezentowały się okazale.
Czernica i jej wieża
Miejsce na postój przy wieży
Skoro Czernica została już zdobyta, czas zabierać swe manatki i wracać na niziny. Schodzimy szlakiem żółtym, który poprowadzi nas do Bielic. Najpierw osiągamy niższe, sąsiadujące wzniesienie zwane Płoską. Zaraz po minięciu tabliczki ze szczytem, rozpoczyna się prosta droga w dół, przy której wymagane było większe skupienie. Ośnieżone zbocze utrudniało łatwe poruszanie się w terenie, ale wszyscy bez szwanku pokonali ten odcinek. Zostało nam już tylko powolne zbijanie wysokości i wychodzimy na asfaltówkę w Bielicach. Końcowy fragment trasy to jakiś kilometr po płaskim, aż do Chaty Cyborga, gdzie czekał na nas pyszny, ciepły obiad. Tak zakończyła się Świstakowa wycieczka w Góry Bialskie.



2 komentarze:

  1. Super zimowe warunki na szlaku :) A zimowe błądzenie i szukanie gdzie to właściwie trza iść ma swój klimat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie była to jedna z piękniejszych zim w górach :)

      Usuń