Góry Orlickie: Orlica i Wielka Desztna

Ten wyjazd był dla mnie wielkim sprawdzianem. Jeszcze kilkanaście dni przed musiałam borykać się z szyną na prawej nodze, tak teraz spokojnym krokiem rehabilitowałam się w górach. Na początek kwietnia postanowiliśmy wybrać się w mało wymagające góry, aby dodatkowo nie przeciążyć mojego kolana, padło na Góry Orlickie. Zapraszam!




Jako, że bardzo brakowało mi gór, to pierwszy raz od nie wiem kiedy byłam już spakowana dzień przed. Stres również mi towarzyszył, ponieważ nie wiedziałam na jakim etapie stabilności jest moje kolano. Już od rana czułam ekscytację i ogromną chęć do górołażenia. Zatem wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę granicy z Czechami. Naszym punktem docelowym była Sołtysia Kopa, gdzie pozostawiliśmy nasz pojazd.




Na miejscu od razu chwyciliśmy aparaty w dłoń, bo ten widok jaki tam zastaliśmy przechodził ludzkie pojęcie. Góry, wszędzie góry. Później, jak na prawdziwych turystów przystało, przyszedł czas na przyodzianie kultowego stroju góromaniaka. Spakowani ruszyliśmy na krótki odcinek asfaltówki, który doprowadził nas do drogowskazu wskazującego dla nas zielony szlak.



Zaczynamy podejście na Orlicę zielonym szlakiem, początkowo śmigamy leśną ścieżką, która nijak ma się do tej w wyższych partiach. Spokój, trochę błota. I ostatecznie osiągamy poziom, w którym zamiast drogi gruntowej mamy sporą ilość śniegu. Przed wyruszeniem na szlak mieliśmy nadzieję, że zastaniemy piękną wiosnę, natomiast na nadziei się skończyło. Jedynie słońce tworzyło przyjemną aurę.



Po około godzinie z groszami docieramy do miejsca, w którym mamy dylemat gdzie znajduje się nasz szlak. Pierwotnie chcieliśmy przekopywać się przez ogromne zaspy, co w niczym by nam nie pomogło. Później zaryzykowaliśmy i obraliśmy prostą lecz oblodzoną drogę. To utrudnienie staraliśmy się ominąć idąc poboczem lasu, docierając do Vrchmezi (1073 m n.p.m.)


Z tego miejsca został nam już kawałek do osiągnięcia kulminacji Gór Orlickich. Dopiero na tym etapie trasy udało nam się trafić na turystów i były to bodajże dwie Czeszki. Sam szczyt nie jest jakiś urokliwy, gdyż widoków z niego nie zobaczymy. Aczkolwiek jest kilka atrakcji jak chociażby pomnik poświęcony trzem osobom, które odwiedziły to miejsce: John Quincy Adams, Józef II oraz Fryderyk Chopin. Około 200 metrów od szczytu, na wschodnim zboczu (bliżej czerwonej Drogi Orlickiej) znajduje się jaskinia "Złota Sztolnia".

Orlica (1084 m n.p.m.)

Kolejny pamiątkowy wpis
Kolejny szczyt do KGP zaliczony! Zejście odbywa się na podobnych zasadach co wchodziliśmy, tyle że z lepszym czasem. Docieramy do samochodu jakoś po dwunastej i postanawiamy wybrać się jeszcze w stronę czeskich gór. Naszym celem było zdobycie Wielkiej Desztnej.


Tak samo jak w przypadku Orlicy, na początek trafiamy na błotnistą ścieżkę. Dodatkowo jeszcze na szlaku robiona jest ścinka drzew. Podchodzimy pod Masarykovą Chatę szlakiem niebieskim, z którego w pewnym momencie mamy piękny widok na Zieleniec i Torfowiska.



Droga zaczyna nam się zmieniać w mały potok. Im wyżej, tym natrafiamy na większe ilości śniegu, który towarzyszyć będzie nam przez długi czas. Po jakiejś godzinie wychodzimy na ogromną polanę, z której powoli wyłania nam się chata. Obok, ku naszemu zdziwieniu, zauważamy przystanek autobusowy. Choć powinniśmy już przywyknąć, że Czesi trochę wygodni się stali. Od tego miejsca ruch turystyczny zrobił się bardzo wzmożony.

Zdradziecka polana pełna wody


Docieramy pod Masarykovą chatę czyli czeskie schronisko górskie. Powstanie tego miejsca datuje się na 27 września 1925 czyli 75 rocznicę urodzin pierwszego prezydenta Czechosłowacji - Masaryka, którego imię objął ten obiekt. Przed schroniskiem na murowanej kolumnie znajduje się również jego popiersie. Z racji pięknej pogody postanowiliśmy zrobić sobie przerwę zasiadając na jednej z ławek, z których rozpościerał się widok na Wielką i Małą Desztnę.



Zatem rozpoczynamy nasze ostatnie podejście tego dnia. Schodzimy do parkingu obok przystanku autobusowego, ponieważ tam znajduje się wejście na nasz szlak. Wybieramy czerwoną farbę i ruszamy. Według mapy do Wielkiej Desztnej mamy jakąś godzinę, ale według mojego zmęczenia i marudzenia szliśmy dobre półtorej w porywach do dwóch. Na szlaku sporo śniegu, miejscami oblodzenia oraz przypadki, w których pokrywa śnieżna była zdradziecka, co kończyło się wpadnięciem do dziury.



Po drodze mijamy Małą Desztną (1090 m n.p.m.), by ostatecznie kierować się na ostatni szczyt. Docieramy do wiaty turystycznej, w której zadomowili się biegacze narciarscy. Z racji, że była piękna pogoda to swe ciała wyłożyliśmy na drewnianych ławkach i łapaliśmy witaminę D. Dodatkowo nie obeszło się bez zdjęć, które miały swoją historię w postaci mokrego obuwia. Czasem trzeba się poświęcić, by coś wyszło. :) Wielka Desztna zdobyta!




4 komentarze:

  1. No i najwyższe szczyty Gór Orlickich w Polsce i Czechach masz zdobyte, fajnie :) My na razie mamy na rozkładzie tylko Orlicę, atakowaliśmy ją z drugiej strony, od pomnika Rübartscha. Był sierpień, więc wyszedł z tego lekki, łatwy i przyjemny spacerek. A gdzie zaparkowaliście samochód przed wejściem na Wielką Desztnę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko mi to opisać, ale parking znajduje się przy drodze DW389 (okolice Podgórza, blisko Zieleńca). :)

      Usuń
  2. A ja przez narty tak się już przejadłem Zieleńcem i okolicą, że mnie w ogóle nie ciągnie do zdobywania tamtejszych górek. Muszę zmienić kierunek narciarski, to może i Orlickie wrócą u mnie do łask :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zieleniec w sumie słynie bardziej z narciarstwa niż turystyki pieszej, a mimo wszystko jest wiele ciekawych miejsc dla piechurów :)

      Usuń