Gorzanowska perełka i spacer wieczności

Dolny Śląsk zawsze cenię za pałace, zamki i wszelkiego rodzaju warownie. Tak było i tym razem. Wraz z klubem górskim, do którego należę, udaliśmy się do Gorzanowa, gdzie stoi przepiękny pałac wraz z parkiem. Jeszcze trochę, a cała Polska o nim usłyszy i będzie królował na liście najchętniej odwiedzanych. Oprócz historycznego zwiedzania zabiorę Was w kolejny fragment Gór Bystrzyckich.


Dojechaliśmy do Gorzanowa. Niewielkiej wsi ulokowanej w Kotlinie Kłodzkiej. Wokół rysuje się pas przepięknych wzgórz, do których później dotrzemy. Ale najpierw wchodzimy w głąb murów, które warto było odwiedzić. Te mury okalają pałac, który aktualnie znajduje się w remoncie i jest to bardzo dobra wiadomość. Z uprzejmości właściciela mieliśmy okazję i możliwość zajrzeć na dziedziniec, gdzie również dowiedzieliśmy się o historii tego miejsca i planach na przyszłe lata.



Aktualnie na terenie pałacu działa Fundacja Pałac Gorzanów, gdzie chętne osoby mogą wspomóc okres renowacji budowli. Według zapewnień właściciela w tym miejscu ma odbywać się wiele atrakcyjnych wydarzeń. W kalendarium na pewno wpiszą się spektakle teatralne czy koncerty. Ja mocno ściskam kciuki, aby cały plan się udał i żeby o Gorzanowie usłyszało bardzo dużo osób.



Korzystając z okazji zajrzeliśmy jeszcze do sal, które posiadały piękne i oryginalne zdobienia na ścianie jak i na sufitach. Dzięki temu można było zauważyć, jak budowano w tamtych czasach, czego używano i czy było to stabilne. Oprócz tego dowiedzieliśmy się do czego służyły poszczególne pomieszczenia oraz gdzie zalegała kiedyś krowa.




Oprócz gorzanowskiej perełki w postaci pałacu, nieopodal znajduje się Parafia św. Marii Magdaleny. Dla niektórych może być to kolejny kościół na liście kościołów. Ale dla nas był on ciekawym miejscem z racji posiadającej jedynej figurki Nepomucena w pozycji leżącej. Dzięki uprzejmości pani, która dba o ten obiekt, mogliśmy zobaczyć go na własne oczy.


Choć w oddali było słuchać pomrukiwania burzy, tak na całej trasie nie natrafiliśmy na jej ślad. Po zwiedzaniu kościoła udaliśmy się autokarem do Starej Łomnicy skąd mieliśmy rozpocząć wędrówkę górską. Zielonym szlakiem kierowaliśmy się na wzniesienie o nazwie Barć (825 m n.p.m.)



Górka choć nie taka wielka, to wyciska z nas siódme poty. Pnąc się cały czas do góry w pewnym momencie trafiamy na punkt widokowy, z którego pięknie rysują się pasma Sudetów. Im wyżej, tym krajobraz zaskakiwał bardziej, a zmęczenie dawało się we znaki. Po około dwóch godzinach docieramy na równię, która nieco nas zaskakuje.








Po dotarciu na Barć robimy sobie przerwę na odpoczynek, by szybko zregenerować się po wyczerpującym podejściu. Jest o tyle fajnie, że na górze znajduje się sporych rozmiarów polana i mamy dużo miejsca do wyłożenia się na trawie. Któryś z kopczyków znajdujących się na płaskim terenie jest zaliczony jako szczyt. Po przerwie kierujemy się zielono-żółtym szlakiem do Strażnika Wieczności.



Od Wojtowskiej Równiny do figury strażnika nie prowadzi żaden szlak, mimo to postanawiamy kontynuować trasę drogą wieczności. Około dziesięć minut od minięcia drogowskazu ukazuje nam się kamienna postać Strażnika Wieczności czy też inaczej nazywanego Szarym Mężczyzną lub Kamiennym Mężczyzną. Wiele legend związanych jest z tym miejscem i tą postacią. Jedni mówią, że to mieszkaniec wsi zamarzł na śmierć, inni mówią o uciekającym parobku. Jak było naprawdę? To wiedzą tylko skały, z których został wyrzeźbiony. W rękach strażnika znajduje się tabliczka, na której wyryta jest strzałka i nazwa miejscowości, do której ona prowadzi. Z niemieckiego Nesselgrund co oznacza Pokrzywno.


zdjęcie autorstwa Jacka Ramusa
zdjęcie autorstwa Jacka Ramusa


Nieopodal strażnika znajduje się również Ścieżka Strachu, gdzie krąży legenda o ojcu i córce, którzy poszli zbierać owoce lasu i w pewnym momencie córka gdzieś zaginęła. Ojciec próbując ją odnaleźć natrafia na wiele strasznych sytuacji. My kontynuujemy trasę Drogą Wieczności szukając połączenia do żółtego szlaku. Dlaczego akurat ta nazwa? Jest wiele wyjaśnień. Jednym z nich na pewno jest jej długość, ciągnie się na 6 km i jest prostym traktem.


Docierając do żółtego szlaku wchodzimy oficjalnie na Drogę Stanisława. Została ona utworzona z inicjatywy Friedricha Wredego, którego grób znajduje się na okolicznym wzniesieniu zwanym Toczek. Droga ta jest porównywalnie długa do Drogi Wieczności, z tym że jest zdecydowanie piękniejsza. Między drzewami natrafić można na punkty widokowe. To właśnie tym szlakiem poruszamy się do położonej poniżej Polanicy-Zdrój.







Oprócz ścieżek tematycznych, którymi my się poruszaliśmy w Górach Bystrzyckich jest ich całkiem sporo. Dlatego jest to świetne miejsce na weekendowe wycieczki z pełną historią. Ten znak serduszka na białym tle, jak się później okazało, prowadził do Klasztora Sercanów znajdującego się w Polanicy. A wycieczkę zakończyliśmy na pysznych obiadach w zdrojowisku i powróciliśmy do Opola.


2 komentarze:

  1. Lubię te rejony, bo ludziskow nie wiele :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie trafiam na same odludne miejsca. Również pozdrawiam! :)

      Usuń