Z wiankiem na głowie przez Masyw Ślęży

Ślęża dla osób mieszkających w okolicach Wrocławia jak i w samym centrum jest tym samym co dla Opolan Kopa Biskupia. Mimo wszystko dolnośląskie wzniesienie posiada jednak specyficzną magię, której nie doświadczymy na żadnej innej górze. Wraz z Kołem Terenowym nr 88 TRAMP odziani w przepiękne wianki zdobywaliśmy Masyw Ślęży. Zapraszam!


Dojeżdżamy do Sulistrowic (woj. dolnośląskie) skąd rozpoczynamy naszą trasę na kultową górę. Co prawda nie ma tam miejsca na postawienie samochodu, dlatego opcja przejazdu autokarem jest korzystniejsza. Na wstępie od p. Helenki i p. Iwony dostajemy ręcznie robione wianki, które będą do końca wycieczki zdobić kobiece głowy.

kwiat paproci odnaleziony!
Na szczyt całego masywu prowadzić będzie nas szlak czerwony, który momentami przecinany będzie traktami rowerowymi. Oprócz tego gdzieniegdzie natrafić można na wyrastające z ziemi ogromne skały. Po lewej stronie w połowie drogi do rozdroża Holtei'a znajduje się reliktowy lodowiec gruzowy.

Około półtorej godziny potrzebowaliśmy, by wspiąć się po raz któryś na Ślężę. Szczyt powoli zapełniany był przez turystów, niektórzy nawet wybrali opcję noclegu w namiocie. Pogoda była niesamowita, ciągle towarzyszyło nam słońce a widoczność pozwalała sięgać sporo kilometrów w dal.




Jaką górą jest Ślęża chyba nie trzeba tłumaczyć. Ten kto był, mógł odczuć jej magiczne moce. Nie bez przyczyny nazywana jest "Śląskim Olimpem" czy "Świętą Górą Ślężan". Wznosi się ona na 718 metrów a na szczycie możemy natrafić na radioodbiornik, schronisko "Dom Śląski" oraz kościół Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Oprócz tego spotkać można kamiennego niedźwiadka, który po dotknięciu przekazuje pozytywną energię.



Dalszą trasę obraliśmy za niebieską farbą, która przez pewien czas będzie łączyła się z niedźwiadkiem na białym tle. Aby ją znaleźć należy udać się za kościół i między skałami po około stu metrach natrafiamy na nową, betonową wieżę. Dla osób z plecakami wskazówka, by pozostawić je na dole. Wejście na punkt widokowy odbywa się po metalowej drabince, której otwory przy zakończeniach są niestety zbyt wąskie.



Z wieży kierujemy się w dół po, sporych rozmiarów, skalnych schodach. Na szczęście poruszamy się w lesie, dzięki czemu nie jesteśmy wystawieni na mocno operujące słońce. Szlak, którym idziemy jest najbardziej urokliwym szlakiem na Ślężę. Po drodze natrafiamy na skały o nazwie Olbrzymki, przedzieramy się przez Skalną Perć, która jest chyba najciekawszym odcinkiem tej trasy.




Ostatecznie wychodzimy na prostą drogę, którą zmierzać będziemy w stronę przełęczy Tąpadła. W tym miejscu robimy sobie drugi dłuższy postój. Każdy podejmuje decyzję przy wyborze dalszej trasy. Możliwości są dwie. Pierwsza bardziej wymagająca - wejście na Radunię. Druga, spokojniejszym szlakiem do Sulistrowiczek.


Ślęża nie zmęczyła mnie tak bardzo, a miesięczny odpoczynek od gór skumulował we mnie nadmiar energii, że postanowiłam obrać tę cięższą trasę. Od przełęczy niebieskim szlakiem idziemy zdobywać dalszą część Masywu. Według drogowskazu powinniśmy po 45 minutach pojawić się na szczycie. Prawda była nieco inna.



Teoretycznie do podejścia wszystko odbywało się tak, jak było rozrysowane. W praktyce dalsza trasa odbiegała nieco od rzeczywistości. Mimo, że szlak wymalowali świeżą farbą i widoczny był zapewne ze sporej odległości, tak o częstotliwości nieco zapomnieli. I przy prostej drodze padło ważne pytanie: którędy teraz? Według GPSa, któremu niestety nie ufam, mieliśmy iść ostro pod górę. Po wielu wątpliwościach stwierdziliśmy, że nic nam nie szkodzi wdrapać na szczyt. I faktycznie, szliśmy starym niebieskim szlakiem na Radunię. Nowy znajduje się nieco niżej i po prostu omija ten szczyt. Z wielu głosów dało się słyszeć, że zrobili tak ze względu na Rezerwat. Także każdy wchodzi po prostu na swoją odpowiedzialność. My oficjalnie Radunię zdobyliśmy, ale ile wysiłku w to poszło, wiedzą tylko bolące nogi.




Jeśli spojrzycie na internetowe mapy, to nadal widnieje na nich niebieski szlak idący przez samiuteńki szczyt Raduni. Może w przyszłości będzie jakaś aktualizacja. Natrafiamy na nowe znaki niebieskie, co świadczy, że jesteśmy na właściwej trasie. Dołącza do nas zielony szlak, którym jednocześnie będziemy szli w kierunku Przełęczy Słupickiej. Na rozdrożu wybieramy szlak czerwony i nim idziemy do rozejścia czerwonej farby z zieloną.



Zielonym szlakiem docieramy do krzyżówki dróg, gdzie przed nami ukazuje się utwardzona droga bez znaków. Aby skrócić naszą trasę i zdążyć na obiad musimy właśnie ją wybrać. Po około 15 minutach meldujemy się w Sulistrowiczkach, gdzie obok letniskowych domków poszukujemy kościółka. Po drodze mijamy opuszczony Park Wenecki.


4 komentarze:

  1. Dzięki za relację! Do przypomnienia sobie Ślęży przymierzamy się już od dłuższego czasu, twoje zdjęcia i opis chyba trochę przyspieszą naszą wycieczkę. Tylko trzeba przypilnować godzin otwarcia wieży na Wieżycy, nie chcemy znowu odbić się od drzwi wejściowych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za pierwszym razem gdy wchodziłam na Ślężę też pocałowałam klamkę od wieży na Wieżycy :D Zatem czekam na Waszą relację! :)

      Usuń
  2. trasa klasyk dla wrocławian jak pisałaś :)

    "Aby ją znaleźć należy udać się za kościół i między skałami po około stu metrach natrafiamy na nową, betonową wieżę." - Tylko taka uwaga, bo wieża nie jest nowa, ma jakieś 100 lat, bo ją tam jeszcze Niemcy zbudowali ;) Po prostu w ostatnim czasie był jej remont

    OdpowiedzUsuń